poniedziałek, 8 lipca 2013

Moja szkoła rodzenia - lekcja pierwsza

Szkoła rodzenia to znany i akceptowany przez większość rodziców sposób przygotowania się do narodzin maleństwa. Ale czy rzeczywiście dzięki zajęciom w szkole rodzenia przyszli rodzice stają się pewni i bardziej świadomi przebiegu ciąży, porodu, a także rodzicielstwa? Postanowiłam sama to sprawdzić. Zapisaliśmy się z mężem na weekendowe zajęcia do szkoły rodzenia. Sprawdzimy, czy znajdziemy tam odpowiedzi na pytania, które stawiamy sobie jako niedoświadczeni rodzice. 



Przyznam, iż nie zastanawiałam się długo nad wyborem samej szkoły. Państwowy szpital, w którym zdecydowaliśmy się rodzić prowadzi nieodpłatnie (finansowane przez Miasto Stołeczne Warszawa) zajęcia dla przyszłych rodziców, pod warunkiem zameldowania w Warszawie. I już na pierwszych zajęciach przekonaliśmy się, że darmowe nie znaczy gorsze. Najbardziej zależy mi na tym, aby poznać położne pracujące na co dzień w tym szpitalu oraz zobaczyć sale porodowe i znajdujący się w nich sprzęt, a przede wszystkim nauczyć się jak radzić sobie z bólem i stresem. 

Na zajęciach przywitała nas przesympatyczna położna, wieloletni pracownik szpitala. Obecność zaledwie czterech par nadała spotkaniu kameralnego charakteru. Położna zapytała o płeć i imię każdego dziecka, o planowany termin porodu, o nasze wyobrażenia na temat porodu i oczekiwania wobec szkoły i prowadzonych zajęć. Październikowe dziewczynki górą! Dzielne mamy chciałyby mieć tyle siły, by urodzić bez znieczulenia, licząc na wsparcie osoby towarzyszącej. I to właśnie roli partnera położna poświęciła dłuższą chwilę. Nie wszystkie z nas zdecydowały się mieć męża u swego boku podczas tych wyjątkowych chwil. Siostra czy przyjaciółka, która sama jest już matką, może wykazać się prawdziwym wsparciem i zrozumieniem. Ojciec dziecka staje bezradny wobec cierpienia przyszłej matki, często nie wie jak się zachować i jak pomóc rodzącej. Nie radzi sobie ze stresem i tak napiętą atmosferą. Jeśli więc wolałby poczekać na zewnątrz - powinnyśmy uszanować taką decyzję. Podczas naturalnego, fizjologicznego porodu na sali z rodzącą może przebywać tylko jedna osoba, ale nie musi to być jedna i ta sama. Zmęczony i zdezorientowany przyszły tata może się z kimś zamienić. Rozważam więc obecność mojej mamy i przyjaciółki w poczekalni, aczkolwiek nie znaczy to, iż chciałbym żeby wchodziły na sale porodową, bo wierzę, że mój mąż sprosta takiemu wyzwaniu :) Położna jasno dała do zrozumienia, iż przeszkadzających i awanturujących się tatusiów delikatnie wyprasza się z sali. Co racja to racja - my mamy maleństwo pod sercem przez 9 miesięcy i do porodu i bycia mamą przygotowujemy się dłużej... Wierzę, że dla mężczyzny to może być kompletna abstrakcja, dopóki nie zobaczy na własne oczy cierpiącej, krzyczącej, jęczącej ukochanej, a potem główki i reszty potomka... Emocje jakie targają każdym uczestnikiem takiego wydarzenia są nie do opisania, a zdaniem położnej towarzyszenie rodzącej jest prawdziwym wyzwaniem. 

Położna spytała się także o nasz stosunek do informacji wyczytanych w internecie i wspólnie doszliśmy do wniosku, że internautki sieją niepotrzebną panikę i że raczej panuje tendencja do narzekania i przekazywania innym swojego niezadowolenia. Trzeba więc zachować zdroworozsądkowe myślenie i nie sugerować się tymi wypowiedziami. Każdy poród jest inny, bo każda kobieta jest inna. Rodziłyśmy, rodzimy i będziemy rodzić. Nasze ciało jest do tego przygotowane, więc i nasza psychika musi się odpowiednio przygotować. Niepotrzebny stres i strach są tylko przeszkodą. No to oby z zajęć na zajęcia moja wiedza, pozytywne nastawie i poczucie psychicznego komfortu tylko się zwiększały :) 

Omówiliśmy wstępnie także kilka "za" i "przeciw" odnośnie znieczulenia. Podobno podawane jest ono dopiero w kolejnej fazie skurczów i powiedzmy połowicznego rozwarcia i do tego momentu kobieta rodząca musi dać sobie radę i daje radę :) Często nawet zagorzałe zwolenniczki znieczulenia na tym etapie już go nie chcą, a bywa i tak, że niespokojna postawa kobiety i zwiększona ruchliwość, aktywność, niemożność uspokojenia się i znieruchomienia, uniemożliwiają anestezjologowi spełnienie swojego zadania. Samo znieczulenie osłabia także skurcze macicy, a co najważniejsze nie jest obojętne dla dziecka. Maluch po porodzie pozostaje dłużej pod opieką i obserwacją lekarzy. Cóż... kolejna kwestia do przemyślenia. Podobnie jak plan porodu - warto go przygotować i omówić z położną, ale skuteczność jego realizacji i trzymania się każdego z podpunktów zależy od przebiegu porodu i od tego, jak rodząca sama wcześniej przygotowała się do wielu kwestii np. ćwiczeń wzmacniających krocze, aby uniknąć nacięcia.
 
Dostaliśmy także listę rzeczy niezbędnych dla mamy i dziecka w szpitalu podczas porodu i tuż po nim. Lista oczywiście jest do zweryfikowania, bo maleństwa przyjdą na świat, gdy będzie już chłodniej. Ale zapamiętałam, że warto zabrać kocyk dla dzidziusia, bo jest miękki i bardziej elastyczny niż rożek. I ograniczyć pakowanie do minimum - lokówki i suszarki nam się nie przydadzą ;) No i koniecznie trzeba zabrać ze sobą wodę albo sok winogronowy i jakąś przekąskę, np. banana. I w miarę możliwości nie przyjeżdżać do szpitala na głodnego. Jak odejdą wody trzeba iść do kuchni i zrobić sobie bułkę z masłem i herbatę :) :) :) 

Na koniec sprawy organizacyjne, plan zajęć, wymiana telefonów i adresów mailowych, miłe drobiazgi dla każdej pary i... położna wygoniła nas na spacer po świeżym powietrzu!

7 komentarzy:

  1. mi jak odesżły wody byłam w trakcie jedzenia pizzy :D dokończyłam, zjadłam kawałek ciasta z truskawkami i dopiero przyznałam się domownikom że wody to już mi odeszły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o proszę... ależ to ciasto musiało być pyszne!!! ;) Ciekawa jestem, jak domownicy zareagowali

      Patrycja

      Usuń
  2. plan porodu? niestety w większości polskich szpitali to tylko pobożne życzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, zgadzam się - słyszałam, że w większości przypadków podczas porodu nie zwraca się w ogóle uwagi na to, co było zapisane w planie... Ale i tak uważam, że warto taki plan napisać i skonsultować go z położną. Mam zamiar na kolejnych zajęciach poruszyć ta kwestię i dopytać o zasadność tworzenia takiego planu i jego realizację. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że realizacja takiego planu nie zależy tylko od dobrej woli lekarza i położnej, ale od samego przebiegu porodu. Może się okazać, że nasze plany i oczekiwania na nic się zdadzą, jeśli poród nie będzie przebiegał prawidłowo i zaistnieją jakieś przeciwwskazania np. do podania znieczulenia.

      Patrycja

      Usuń
  3. My jesteśmy zadowoleni z naszej szkoły rodzenia i dobrze jest posłuchać kogoś z doświadczeniem niż siedzieć w Internecie i czytać głupoty na forum. Co do obecności partnera podczas porodu, to nasza położna zachęcała panów, aby byli, ponieważ są bardzo pomocni, ale mają zakaz interesowania się tym, co dzieje się poniżej pasa ich partnerek - faceci są wzrokowcami, więc jednak warto zadbać o ich wyobraźnię :) Mimo wszystko dla mężczyzn bycie podczas porodu to niesamowite doświadczenie, którego nie żałują. Oprócz szkoły rodzenia warto zwiedzić także oddział, na którym się planuje rodzić - mi to pomogło w oswojeniu się z myślą o porodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - rozmowy z kimś doświadczonym nie zastąpią żadne internetowe porady.
      Obecność partnera przy porodzie to bardzo indywidualna kwestia. Myślę, że to przyszli rodzice powinni uzgodnić między sobą, tak aby nikt nie czuł się niekomfortowo. Ja się ciesze, że panowie mogą podczas porodu wychodzić i wchodzić na salę.
      Dla mnie szpital jest tak obcym i nieprzyjemnym miejscem, że wcześniejsze obejrzenie sal i sprzętu będzie bardzo dobra próba oswojenia się z myślą o spędzeniu tam kilku dni...

      Patrycja

      Usuń
  4. Z tymi przekąskami popieram, ja po porodzie byłam głodna jak wilk. A że wody mi odeszły na porodówce to nie miałam kiedy zajść kuchni i robić bułkę hihi ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz!