wtorek, 8 kwietnia 2014

Dwudziesty piąty tydzień

No to utknęłam w kuchni na dobre. Posiłki dla dorosłego to pestka! Ale dla bobasa... to dopiero wyzwanie :) Waga, blender, miniaturowy garnuszek, miseczki, łyżeczki, wrzątek, buteleczki, słoiczki, pudełeczka... Dzidzia hyc na bujaczek, śliniak pod brodę i zaczynamy nasz teatrzyk. Dosłownie. Ileż to piosenek muszę wyśpiewać żeby łaskawie dziecko połknęło ze 150 ml zupy! Dobrze, że nie muszę Jej karmić publicznie. Z kaszą idzie lepiej. Ale wtedy tatuś ma okazję się wykazać. Możecie wierzyć lub nie, ale kasza najlepiej wchodzi, gdy tata... klaszcze. Jeszcze trochę, a angaż u Rubika murowany ;) A po jedzeniu kuchnia wygląda jak po przejściu tornada. Ledwo zdążę zanieść Maleństwo na dywan do zabawek i pozmywać wszystko, a tu przydałoby się coś upichcić dla dorosłych. Koleżanka ostatnio spytała czy jemy razem z dzieckiem, bo dobrze gdy dziecko widzi że wspólnie się jada posiłki... No racja, ale mam tylko dwie ręce - albo mój widelec albo łyżka Hani. Ale jak się wkurzę, to schabowy wprowadzimy do Jej diety znacznie wcześniej. 
Do tych kuchennych ewolucji i rewolucji doszedł jeszcze szał w postaci przygotowań do chrztu. Późno, bo to lada dzień 6 miesięcy minie, ale wcześniej jakoś się nie zebraliśmy. W sumie pierwszy raz mam okazję przygotować taką imprezę (na ślub uciekliśmy w Tatry i tyle nas widzieli) i już wiem że po raz ostatni. Termin nie wszystkim pasuje. Kościół daleko. Knajpa daleko. Nie ma gdzie zaparkować. Menu katastrofa - jedni pragną wątróbki, inni są wegetarianami, a jeszcze inni mają 5 lat i marzą o frytkach i lodach. Każdemu podpowiedzieć co kupić dziecku. Wypisać i rozwieźć zaproszenia. Znaleźć dziecku strój - zdaniem jednych wytworną suknię, zdaniem innych śnieżnobiały kombinezon. Znaleźć kreację sobie i pamiętać żeby piersi z mlekiem były w pogotowiu. Wrrrr... w końcu to nasza impreza. Kościół parafialny, knajpa 2 km od kościoła, kameralna, klimatyczna i niedroga. Zaproszenia zamówione przez internet. W menu indyk z grilla, opiekane ziemniaczki z ziołami, zestaw sałat, jakieś przystawki, ciasta, lody i owoce na deser. Sweterek, sztruksowe ogrodniczki i czapeczka z misiem dla Maleństwa. Białe oczywiście. A ja się wbiję z swój ulubiony żakiet, spodnie i białą bluzkę. I mam gdzieś co ludzie powiedzą.

7 komentarzy:

  1. Moi rodzice mówili, żebym jadła za zdrowie kogoś.. Pomagało.. he he :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko ! Pamiętam jak to było albo wiszenie na cycu albo grzebanie się godzinami w garach :) Ale dzieci są cudowne i nigdy nie żałowałam tego pozornie straconego czasu :) Zapraszam też do nas http://naziarnkugrochu.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Patrycjo! Proszę, zdradź mi przepis na hydroskopijne ciasto!
    Bydle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) proszę - http://mamanakaruzeli.blogspot.com/2013/05/ciasto-bez-mleka-i-glutenu.html

      Usuń
  4. Great article. I read this article properly. This is one of the best posts. Thanks sharing this article
    teefury|teefury coupon

    OdpowiedzUsuń
  5. Thiết kế logo giá rẻ đẹp và chất lượng uy tín và luôn đảm bảo
    Đại lý mercedes haxaco chính hãng tại Việt Nam

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz!