piątek, 16 sierpnia 2013

CIASTECZKA DYNIOWE

Od razu jak tylko przygarnęłam malutką dynię z babcinej działki, wiedziałam do czego ją wykorzystam. W sezonie, z większej dyni pewnie zrobiłabym zupę krem dyniowy, z imbirem... mniam :) Ale tym razem wybór padł na ciasteczka. Moje ulubione ciasteczka :) Nigdy nie robiłam ich o tej porze roku... Z racji dodatku przypraw korzennych, kojarzą mi się z chłodnymi, jesiennymi i zimowymi wieczorami, z kubkiem gorącej herbaty... A tu okazuje się, że w sierpniu smakują tak samo dobrze :) Moje dziecko przyjdzie na świat w okresie dyniowym - jak już będę siedziała w domu w oczekiwaniu na poród, zamierzam kupić kilka dyń i przerobić je na mus. Zamrozić go w małych pojemnikach albo torebkach (do jednej porcji ciastek potrzebna jest szklanka musu) i wyciągać taki gotowy mus kiedy tylko zagości w nas ciasteczkowy potwór :) Oczywiście do obróbki takiej dyni bardzo przydaje się pomoc jakiegoś silnego mężczyzny... Skóra dyni jest koszmarnie gruba i ciężko ją obrać. Ale warto się trochę pomęczyć, dynia jest naprawdę pyszna! Ostatnio wyczytałam nawet, że gotowaną i przetartą dynię można podawać niemowlakom już w 5-6 miesiącu zamiast marchewki, gdyż dynia nie gromadzi - jak marchew - szkodliwych azotynów pochodzących z gleby. 

Składniki (ich ilość może przerazić...ale większość z nich to przyprawy) :
  • 8 łyżek masła (byłam pewna, że to więcej niż jedna kostka, ale okazuje się, że jedna spokojnie wystarczy)
  • 1 szklanka cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego 
  • 1 duże jajko
  • 1 szklanka musu dyniowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/8 łyżeczki pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody
  • 2 szklanki mąki
  • 1/4 szklanki suszonej żurawiny
  • 1/4 szklanki rodzynek 

Przygotowanie : 
Najlepiej zacząć od przygotowania musu dyniowego. Dynię obieramy ze skóry, wybieramy miąższ ze środka (z dojrzałej dyni można wybrać pestki).
Kroimy dynię na małe kawałki i wkładamy do garnka z grubszym dnem, podlewając odrobinę wody.

Gotujemy, dusimy do miękkości. Odsączmy nadmiar wody i zostawiamy do przestygnięcia.

Do jednej porcji ciastek potrzebujemy tylko jednej szklanki musu, resztę (najlepiej poporcjowaną) można zamrozić.
W jednej misce miksujemy masło z cukrem.
Dodajemy jajko, cukier waniliowy i mus dyniowy.


W drugiej misce mieszamy mąkę z sodą, solą i przyprawami. Sypkie składniki dodajemy do masy dyniowej. Mieszamy, aż wszystkie składniki się połączą.
Dodajemy żurawinę i rodzynki.

Zbyt duże bakalie można posiekać. Ciasto nakładamy łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Pieczemy około 15 minut w temperaturze 200 stopni.
Ostrzegam - w kuchni tak pięknie pachnie aromatycznymi przyprawami korzennymi, że nie umknie to uwadze domowników, a być może i sąsiadów... :)


Smacznego!

wtorek, 13 sierpnia 2013

Wyniki Wakacyjnego Candy

Drogie KOBITKI, MAMY, BLOGERKI, uczestniczki naszego konkursu!


Nasz konkurs dobiegł końca i mamy zaszczyt ogłosić wyniki. W drodze sprawiedliwego losowania wyłoniłyśmy zwyciężczynie :

Posiadaczką zestawu dla dziewczynki została : TROJANDA

Posiadaczką zestawu dla chłopca została : GABI
 




Serdecznie gratulujemy!!! 
 
Prosimy o podanie adresu pod który powędrują paczuszki z nagrodami.

Wszystkim pozostałym uczestniczkom serdecznie dziękujemy za udział w zabawie i cenne wypowiedzi dotyczące tych niezbędnych i tych kompletnie niepotrzebnych elementów wyprawki dla malucha.

Oczywiście to nie ostatnie rozdanie na naszym blogu :) Zaglądajcie do nas!


Justyna i Patrycja

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Trzydziesty pierwszy tydzień

Całą noc szalała burza. Pioruny są strasznie głośne! Moja mama boi się błyskawic i grzmotów. Wtuliła się w podusię i w tatusia i udało nam się zasnąć. Wystarczyło by zamknąć okno, ale po tych upałach tak miło było poczuć świeże i chłodne powietrze... Mam nadzieję, że takie wysokie temperatury już nie wrócą. Wreszcie się wysypiamy i dużo lepiej funkcjonujemy. A wstawałyśmy w tym tygodniu wcześniej. Były badania, wizyta u lekarza i kolejne USG. Niski poziom żelaza to chyba jedyna nieprawidłowość. Łykamy więc jakieś tabletki, jemy szpinak i groszek, a nawet polędwicę wołową. Na USG byłyśmy z ciocią Justyną. starałam się pokazać od jak najlepszej strony, ładnie się ułożyłam i nie szalałam. Cioci chyba się podobało :) Mamę zaskoczył fakt, że ważę ponad 1700 gram. No mamusiu... proszę Cię... nie ma się co dziwić! Ty przybierasz na wadze, to i ja rosnę. Przecież dobrze wiem, że w nocy podjadałaś krówki... ale to oczywiście nasza słodka tajemnica :) Mamusia zamówiła dla mnie kilka drobiazgów. Mięciutkie pieluszki flanelowe i tetrowe, pościel do łóżeczka, płócienny album na zdjęcia... Ale nadal nie mamy łóżka i wózeczka. Z tym wózkiem to nie taka prosta sprawa. Mieszkamy wysoko, nie mamy windy ani żadnego miejsca na dole, gdzie można będzie zostawić mój wózek. Szukamy więc jakiegoś lekkiego i sprytnie składanego pojazdu :) Tatuś znalazł idealną spacerówkę, lekką i składaną jedną ręką. Ale ja się urodzę na jesieni! Potrzebny mi będzie głęboki i cieplutki wózek! No i tak od kilku dni rodzice jeżdżą po sklepach i przeglądają różne oferty w internecie. Zobaczymy co wykombinują :)

piątek, 9 sierpnia 2013

DOMOWE LODY POMARAŃCZOWO-CYTRYNOWE

Upał wykańcza wszystkich... wszystko się klei, topi, rozpływa. Energia też gdzieś odpływa i nie mam na nic siły. W związku z małym remontem nie mam dostępu do kuchenki i piekarnika. Nie cierpię bardzo z tego powodu, bo dobre obiadki w tym tygodniu jadam w całkiem przyzwoitym barze mlecznym. Ale ze słodkościami na ten weekend to inna sprawa... bez nich ten weekend jakiś taki niepełny byłby. Z pomocą i pomysłem przyszła książka Nigelli Lawson. Wyszperałam tam przepis na lody z gorzkich pomarańczy. Jak wyjaśnia Nigella gorzkie pomarańcze z Sewilli dostępne są tylko z styczniu i chyba tylko w osiedlowym markecie Nigelli, więc zastępujemy je zwykłymi, pospolitymi pomarańczami prosto z polskiego marketu :) A do tego idealne byłyby limonki. Cóż... tym razem musimy zadowolić się cytryną :) Wspaniały smak i aromat. Nie trzeba zbyt długo mieszać i ubijać. Proste i orzeźwiające. No i oczywiście wyjątkowy smak lodów, zupełnie inny od smaku tych kupowanych w sklepach.

Składniki :

  • 1 pomarańcza
  • 2 limonki albo 1 cytryna
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 600 ml śmietany kremówki (udało mi się zakupić śmietanę Piątnicy 36% - trzy opakowania po 200 ml, ale sprawdza się także śmietanka Łaciata 30% - 500 ml powinno wystarczyć)
  • ewentualnie wafle do podania lodów

Przygotowanie :
Śmietanę trzeba mocno schłodzić w lodówce, nawet kilka godzin. Owoce dokładnie umyć szczoteczką, zetrzeć skórkę na tarce z drobnymi oczkami. Tylko skórkę, jak niechcący zetrzemy białą warstwę, to lody wyjdą gorzkie. Przeciągamy więc owoc po tarce dosłownie jeden raz.
Ja na wszelki wypadek sparzyłam jeszcze samą skórkę.
Wyciskamy sok z pomarańczy i cytryny.
Łączymy sok, skórkę i cukier. Mieszamy do rozpuszczenia się cukru, a następnie wlewamy do śmietany.

Ubijamy całość na puszystą masę. Żeby śmietana się nie zwarzyła, musi być mocno schłodzona, nie mieszamy też różnych rodzajów śmietany i ubijanie zaczynamy na najwyższych obrotach miksera - czym gęstsza tym niższe obroty.

Masę przelewamy do płytkiego szczelnego pojemnika z pokrywką (pojemności około jednego litra).
Przykrywamy i zamrażamy na 3-5 godzin. Jeśli planujemy zjeść całe pudełko lodów, to wyjmujemy je przed podaniem z zamrażalnika i trzymamy 15 minut w temperaturze pokojowej albo przekładamy z zamrażarki do lodówki na 30-40 minut przed podaniem.
Możemy podać lody w wafelkach, udekorowane owocami albo bakaliami.


Orzeźwiające i pyszne! Polecam!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Trzydziesty tydzień

Nocnych koszmarów ciąg dalszy. W naszym mieszkanku jest nadal potwornie gorąco. Muszę wysypiać się w dzień, bo to co mama wyrabia w nocy... Kręci się, wierci, lewy bok, prawy bok, ups, gniecie mnie. Wstaje do toalety. Idzie napić się wody. Kładzie sobie mokry ręcznik na skroniach i na karku. Otwiera szeroko wszystkie okna, ale podmuchu wiatru w ogóle nie czuć. Jest upalnie, duszno i bardzo sucho. A do tego zgaga i skurcze w łydkach. Dziś śpimy u babci, a jutro kupimy wentylator. Przed nami kilka dni porządnych upałów. Za dwa dni mamy kontrolną wizytę u lekarza, a w piątek kolejne USG. Tym razem tatuś nie może być z nami, więc zabierzemy kogoś innego. Ktoś chętny? Babciu, ciociu, wujku? Taka okazja już zapewne się nie powtórzy... następne spotkanie na żywo w październiku :) Musimy też dopytać lekarza o naszą dietę. Mama wyczytała, że koniecznie trzeba wzmocnić mój system odpornościowy i wesprzeć rozwój mojej inteligencji wzbogacając nasze menu o kwasy DHA. Tłuste rybki morskie strzeżcie się! :)
Mamusia zrobiła sobie listę zakupów dla nas, plan rzeczy do zrobienia, formalności do załatwienia... i powoli, powoli, będziemy sobie wić nasze gniazdko :) Ja już ważę ponad 1300 gram i mam ok 28 cm. Długo tu nie zagrzeję miejsca. Jest coraz ciaśniej i zamaszyste ruchy całego ciałka już mi nie wychodzą. Uaktywniam swoje ręce i nogi. Nie lubię jak mama długo siedzi przed komputerem, pochyla się i mnie ściska. Kopię wtedy tak długo, aż się rozprostuje i mnie pogłaszcze :) Nie lubię też, jak mama pije kawę. Niedobre toto jak nie wiem co! Sok z jabłek to jest coś! Albo lemoniada... mniam :) I owoce... Najlepiej z lodami... Mamooo... głodna jestem!

piątek, 2 sierpnia 2013

TARTA Z MORELAMI

Morelowe drzewko na babcinej działce porządnie obrodziło w tym roku. Przywieźliśmy do domu całe wiaderko pysznych, słodkim moreli. Część z nich obowiązkowo poszła na kompot - pachnący, pyszny, schłodzony... idealny na upalne dni. No i zrodził się pomysł wykorzystania pozostałych owoców do ciasta. Kruche ciasto już było, francuskie też... aż tu z szafki podczas porządków wypadła blaszka do tarty. Tarta z morelami? Czemu nie :) Jedyna tarta jaką do tej pory robiłam, to tarta z jabłkami. Nie przemawiają do mnie tarty których wypełnieniem są budynie, śmietany, kremy. A z jabłek można zrobić mus. Z moreli jak się okazał także :) Szkoda tylko, że nie przewidziałam, jak kwaśne po upieczeniu będą morele... dodałabym więcej cukru. Ale poradziliśmy sobie obsypując tartę obficie cukrem pudrem :)

Składniki :

  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 3 żółtka
  • 100 g miękkiego masła
  • szczypta soli
  • ponad pół kilograma moreli
Przygotowanie :
Mąkę, cukier, masło, żółtka i sól wymieszać w misce i zagnieść ręką. Dodać trochę mąki, gdyby bardzo się lepiło.



Ciasto wkładamy na pół godziny do lodówki. W tym czasie myjemy morele, wybieramy z nich pestki, większość kroimy i wkładamy do rondelka z odrobiną wody i cukrem (spokojnie można dodać pół szklanki albo i więcej, chyba, że ktoś lubi kontrasty - słodkie ciasto, kwaśne nadzienie). Robimy z nich mus morelowy.


Pozostałe morele kroimy na ćwiartki. Foremkę do tarty, albo inną, płaską, smarujemy masłem (albo wlewamy łyżkę oliwy) i obsypujemy bułką tartą.
Ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy i przenosimy na foremkę.

Można wałkować na papierze do pieczenia, łatwiej będzie przenieść ciasto do formy. Nakłuć ciasto widelcem w kilku miejscach. Wstawić do piekarnika - piec 15 minut w 180 stopniach.
Wyjąć ciasto i nałożyć mus morelowy (można odsączyć wodę i sok, który puściły owoce). Na mus rozłożyć pokrojone w ćwiartki morele.


Wstawić do piekarnika na 25-30 minut, do temperatury 180 stopni.
Zdecydowanie poczekać, aż tarta wystygnie. Można posypać ją cukrem pudrem. 


Smacznego!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wakacyjne CANDY!

Czas na kolejne (tym razem wakacyjne) Candy na naszym blogu! 

BANER

Ponieważ ostatnio dużo pisałyśmy o ubrankach dla dzieciaków z drugiej ręki, to rozdanie również będzie w tym temacie. Zasady, jak zawsze, bardzo proste! Ale najpierw nagrody!




Mamy dla Was dwa zestawy ubranek wyszperanych w second handach: uprane i uprasowane, w stanie idealnym. Wersja dziewczęca i chłopięca. Nam się nie przydadzą, bo Kruszynka pojawi się na świecie jesienią, kiedy na sukienki będzie już za zimno, no i będzie dziewczynką, więc na nic jej chłopięce ogrodniczki. A ubranka były tak piękne, że aż szkoda było nie kupić! Liczymy, że znajdą wśród Was fanów i któraś z mam skorzysta z naszych skarbów:) Do ubranek dokładamy próbki produktów dla niemowląt.



Zestaw dziewczęcy to różowa sukieneczka, z motywem kwiatowym u dołu, z guziczkami w kształcie kwiatków. Sukienka angielskiej firmy TU, rozmiar 56-62 cm, 100% bawełny. A do tego próbki - mleko modyfikowane (Enfamil), koncentrat do płukania odzieży dziecięcej i mydło w płynie z olejkiem migdałowym (Dzidziuś Pollena Ostrzeszów), emulsja do kąpieli i nawilżający krem emolientowy (Allerco Pharmena), emulsja do mycia ciała i włosów (CutisHelp mimi). 





Zestaw chłopięcy to beżowe ogrodniczki, z motywem sympatycznych gwiazdek, rozpinane w kroku, szelki regulowanej długości. Spodenki angielskiej firmy C&A, rozmiar 62 cm, 100% bawełny. A do tego próbki - mleko modyfikowane (Enfamil), balsam do prania odzieży dziecięcej i szampon dla dzieci (Dzidziuś Pollena Ostrzeszów), emulsja do kąpieli i nawilżający krem emolientowy (Allerco Pharmena), emulsja do mycia ciała i włosów (CutisHelp mimi). 





Ponieważ mamy dwa zestawy nagród, koniecznie napiszcie który chcecie dostać. Wylosujemy dwóch zwycięzców i do każdego powędruje jeden zestaw. 

A teraz czas na pytanie konkursowe:


Jakie są (Twoim zdaniem) najbardziej przydatne rzeczy do wyprawki dla malucha, a jakie kompletnie zbędne?

Te mamy, które już urodziły, wiedzą co im się przydało, a co było pomyłką. Podzielcie się swoimi doświadczeniami! Przyszłe mamy z pewnością mają jakieś typy i plany na to co zabiorą i przygotują na pewno, a czego nie uznają. 

I na koniec proste zasady. Aby wziąć udział w konkursie należy:

  • wyrazić chęć udziału w konkursie w komentarzu pod tym postem
  • napisać, który zestaw wybieracie (koniecznie!)
  • w tym samym komentarzu odpowiedzieć na pytanie konkursowe
  • podać elektroniczny kontakt do siebie, abyśmy mogły Was znaleźć:) (również w tym samym komentarzu)
  • dołączyć do naszych obserwatorów
  • umieścić banerek z naszym candy i działającym linkiem do tej strony u siebie na blogu (nieobowiązkowe, ale osoby które podadzą linka do strony, na której jest baner otrzymują dwa losy - a więc zwiększają szansę wygranej!

Regulamin:

  1. Rozdanie jest prowadzone na blogu Mama na karuzeli, organizatorkami są właścielki bloga.
  2. Wysyłka naszego prezentu tylko na terenie Polski.
  3. Przy wyborze zwycięzcy będą brane jedynie te osoby które spełniły warunki konkursu.
  4. Udział w rozdaniu jest równoznaczny z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach związanych z organizacją rozdania.
  5. Zgłoszenie udziału w rozdaniu jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego regulaminu.
  6. Jako organizatorki zastrzegamy sobie prawo do dokonywania zmian w regulaminie.

Zapisy trwają od dziś (1 sierpnia) 
do 10 sierpnia (do godz. 23.59)!

Wkrótce po tym terminie nastąpi losowanie nagród i ogłoszenie wyników.

Zapraszamy do zabawy:)