wtorek, 1 kwietnia 2014

Dwudziesty czwarty tydzień

Nie myślałam, że rozszerzanie diety dziecka to takie wyzwanie. Wizyta u pediatry nie pomogła. Wątpliwości i niepewność pozostały. Usłyszałam że mam nie podawać dziecku konserwantów i sztucznych barwników, za to faszerować malucha kaszą jaglaną, doprawiać zupy solą i ziołami, nie podawać wody tylko kompot i soczek, a gluten i cytrusy dopiero po pierwszym roku. Hmmm... Do ukończenia szóstego miesiąca zostało Hani 10 dni, a waga pokazała wczoraj zaledwie 7020 g. Nie chcę panikować, bo moja córka jest zdrowa i aktywna, ale będę spokojna, gdy ta nowa dieta zacznie dawać efekty w postaci konkretnego przyrostu masy. Nie wiem jakie porcje podawać, jak często, czy dokarmiać po posiłku moim mlekiem... ciągle trafiam na inną teorię. Plan dnia i posiłków ustaliłam kierując się głównie własną intuicją i podpowiedziami mojej mamy. Hania budzi się około 7, dostaje mleko z piersi, o 10 znów dostaje moje mleczko (zastanawiam się nad kaszką...), potem idziemy na spacer i Hania śpi 3-4 godziny. Po przebudzeniu dostaje zupkę (papkę domowej roboty z oliwą, masłem klarowanym albo połową żółtka, około 100 g). Około 17 deser w postaci jabłka, gruszki, banana albo kaszki jaglanej z którymś owockiem (około 80 g), potem ewentualnie pierś i krótka drzemka i około 21 pierś i butla (150 ml MM) na dobranoc. Czasami około 4 nad ranem budzi się na mleczko z piersi. Zupkę Maleństwo zjada niechętnie (może to kwestia doboru proporcji warzyw), za to owoców zawsze za mało :) Nasza kuchnia pełna jest małych miseczek, łyżeczek, słoiczków, kubeczków, garnuszków, miarek, śliniaczków, ściereczek... Blender, waga i sokowirówka cały czas w akcji. Rano nalewam do butelki trochę wody i podaję Małej co jakiś czas o po kilka łyczków, krzywi się trochę. Do tego 100 ml soku z jabłek dzielę na dwie porcje i podaję w ciągu dnia. Sok uwielbia. Sama sobie trzyma buteleczkę i marudzi gdy soczek się kończy. 

czwartek, 27 marca 2014

Poradnik opieki nad mężczyzną

W zeszłym tygodniu służbowo szkoliłam się z MS Worda. Wykonywaliśmy różne ćwiczenia na tekście dotyczącym opieki nad nowym mężczyzną, który pojawia się w kobiecym domu. Nie mogłam się powstrzymać i wstawiam poniżej krótki fragmencik:

Pierwszy dzień w domu 

Nowy mężczyzna w domu to radość dla kobiety, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu, ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila. Nie wiemy, jak był traktowany i jakie ma nawyki. Na wszelki wypadek nie należy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, lepiej też unikać podnoszenia głosu, bo może się skulić, schować za szafę i trzeba będzie włączyć odkurzacz żeby go wypłoszyć. Dlatego już od progu przemawiamy do niego łagodnym, acz stanowczym głosem. Układamy na kanapie, głaszczemy po głowie (ostrożnie, bo może nieprzyzwyczajony) i pozwalamy mu zatrzymać paletko, by czuł zapach z poprzedniego domu. Pierwsza noc jest zazwyczaj najtrudniejsza, ponieważ może pochlipywać i piszczeć, ale musimy wykazać się konsekwencją i nie brać go od razu do swojego łóżka, żeby się nie przyzwyczaił. 

Złe nawyki 

Już po kilku dniach pobytu nowego mężczyzny w domu orientujemy się pobieżnie, jakie ma nawyki. Najczęściej przywiązuje się do miejsca, na którym spędził pierwszą noc, czyli kanapy i tam zalega w pozycji horyzontalnej. Często z pilotem od telewizora w dłoni. Czasem z gazetą, sporadycznie z książką. Ponieważ mało mówi, mogłoby się wydawać, że myśli, ale najczęściej okazuje się, że to tylko złudzenie. Gdy czuje głód, opuszcza legowisko i buszuje po kuchni. Wtedy najlepiej być w domu i szybko zrobić mu coś do jedzenia. W przeciwnym razie w kuchni zastaniemy wypiętrzone grzbiety brudnych naczyń, pod stopami lepkie substancje, a wszystko posypane zgrzytającym cukrem i okruszkami chleba. W lodówce natomiast puste kartony po mleku. W żadnym wypadku nie wolno wtedy bić mężczyzny. Bo ucieknie. 

Karmienie 

Karmienie mężczyzny zwykle nie jest zbyt skomplikowane i nawet średnio zdolna kulinarnie kobieta udźwignie ten ciężar, w niektórych przypadkach również i związane z tym koszty. Nie należy się też stresować opinią mężczyzny na temat smaku podawanych dań, bo i tak żadna z nas nie potrafi gotować tak, jak jego mamusia. Podajemy zatem cokolwiek, byle było ciepłe, ponieważ on i tak nie oderwie oczu od gazety lub telewizora. Podobno znane są przypadki że udało się nauczyć mężczyznę, żeby kanapki jadł nad talerzem i nie w łóżku oraz nie podjadał z rondla, ani też nie gryzł całego pęta kiełbasy jak barbarzyńca, ale informacje te nie zostały potwierdzone naukowo. Jedno jest pewne - mężczyzna lubi dostawać jeść regularnie i szybciej się wtedy oswaja. 

Zdrowie 

W przypadku mężczyzny nawet najlżejsze przeziębienie lub katar mogą być niebezpieczne i brzemienne w skutki. Nie dla niego oczywiście, tylko dla nas. Wystarczy stan podgorączkowy albo lekkie skaleczenie i mamy w domu rozhisteryzowaną, konającą ofiarę, która wymaga od nas wysoko wyspecjalizowanej opieki medycznej i psychoterapii, oraz zapewnień, że na pewno nie umrze. Nadludzkim wysiłkiem woli i cierpliwości musimy jakoś przeżyć te erupcje hipochondrii i wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń, że gdy my będziemy umierać w malignie na zapalenie płuc, ktoś poda nam szklankę wody. W sytuacji naszej choroby on przyjdzie i zapyta "a co dzisiaj mamy na obiad?". 


P.S. Jestem ciekawa, jakby brzmiała wersja Poradnika opieki nad kobietą. Jeśli ktoś się pokusi do napisania, to pochwalcie się!

środa, 26 marca 2014

Dwudziesty trzeci tydzień

Jeszcze nie udało nam się dotrzeć do pediatry. Zapisałam nas na najbliższy czwartek. Lista pytań i wątpliwości coraz dłuższa. Dieta Hani powoli rozszerza się sama. Kilka łyżek jabłka to za mało. Ale jabłko i tak się przejadło. Gruszka, to dopiero szaleństwo! Pałaszuje ile wlezie i płacze jak miseczka pusta. Na początku ścierałam owoce, ale miały chyba za duże kawałki i niechętnie je przełykała. Zajrzałam do mojej magicznej książki "Zdrowe gotowanie dla niemowląt i maluchów" i znalazłam tam prosty przepis na pure z owoców. Zrobiłam takiego pure trochę więcej, poporcjowałam w pojemnikach na kostki lody i teraz mam dwa woreczki w zamrażalniku - gruszki i jabłka. Wyciągam tyle ile potrzeba, rozmrażam i dodaję troszkę swojego mleka. Wygodne i pomysłowe. Zrobię też "domowe słoiczki" z obiadkami, ale czytałam gdzieś, że słoiczki po tych kupnych obiadkach nie nadają się, bo nie chcą się porządnie zakręcić. No to zbieram słoiczki po koncentratach pomidorowych, musztardach i innych takich. Chciałam Małej dać jeszcze bataty, ale wstrzymam się i zobaczymy co pediatra powie. 

Hania z upodobaniem obraca się z pleców na brzuszek, ale prawie zawsze tylko przez lewe ramię. bardzo lubi leżeć na brzuszku i spać na brzuszku, więc nie ma motywacji żeby nauczyć się odwracać z brzucha na plecy... Hmmm... staram się jeszcze tym nie martwić, tylko bawić z nią i motywować do obrotów. 
Podobnie z machaniem rączką - nauczyło się dziecko machać prawą ręką, uderzając wszystko wokół opuszkami paluszków. Z początku to było śmieszne i uznałam to za machanie i uderzanie w celach poznawczych, ale teraz potrafi złapać zabawkę czy pieluchę i machać nią zawzięcie np. podczas jedzenia. Cóż... nauczyła się, to macha. Znudzi się to przestanie ;) Mam nadzieję... 
A ze złości drapie się po karku i ciągnie za uszy. Którejś nocy tak się wściekała i tak drapała, że rano wyglądała jak by wpadła w drut kolczasty. Na szczęście jej skóra bardzo szybko się regeneruje. Obcięłam jej paznokcie i gdy się denerwuje łapię ją za rączkę i głaszczę. 
Muszę podpytać lekarza, czy warto się od tak wybrać z dzieckiem na kontrolę do neurologa i jakiegoś fizjoterapeuty. 

No i ostatnia nurtująca mnie sprawa. Mleko które odciągnęłam dzień wcześniej, następnego dnia okazało się być okropne w smaku! Nie wierzyłam mężowi który spróbował resztki mleka które Mała zostawiła i sprawdziłam sama. Paskudztwo! Z początku jakby smak mleka kokosowego, taki maślany, mdły, a potem wręcz mydlany, okropieństwo. Musiałam popić herbatą. Ale Mała wypiła w sobotę prawie 100 ml i nic jej nie dolega... Wyparzyłam butelki do których ściągałam mleko. Ściągałam po trochu w kilkugodzinnych odstępach. Ręcznie. Trzymałam mleko na środkowej półce lodówki. A po wyjęciu z lodówki mleko było ogrzane delikatnie w kąpieli wodnej do temperatury pokojowej. Hmmm... 




poniedziałek, 24 marca 2014

Kuracja przeciw wypadaniu włosów KERIUM La Roche-Posay

Kolejny drogi kosmetyk w mojej łazience. Coż... tonący brzytwy się chwyta... I niestety zupełnie niepotrzebnie. Zachwalany specyfik okazał się kiepskim i zbędnym wydatkiem. A mowa tu o płynie KERIUM, francuskiej firmy La Roche-Posay. Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów to spray o pojemności 125 ml, z 2 końcówkami na krótkie i długie włosy. Zawiera takie cuda jak madekasozyd (wyciąg z wąkrotki azjatyckiej) oraz aminexil. Czymkolwiek są te składniki widocznie nie są aż tak skuteczne jak być powinny... A przynajmniej nie radzą sobie z moją skórą głowy i z moimi włosami - długimi, kręconymi, plączącymi się, sztywnymi i osłabionymi. 

Preparat powinien spowolnić wypadanie włosów, przywrócić włosom ich grubość, wzmocnić je, odżywić, sprawić że będą bardziej odporne i mniej kruche. A moje jak wypadały tak wypadają. Płyn śmierdzi niemiłosiernie. Jak spłynie po twarzy to lepiej się umyć. Producent zaleca stosowanie płynu codziennie albo trzy dni w tygodniu na umyte i wysuszone włosy. Super, tylko że po nałożeniu płynu włosy wyglądają tak jak przed myciem, a do tego niezbyt ładnie pachną... Ja nie myję włosów codziennie, więc zabiegi w postaci szorowania ich pod prysznicem a potem suszenia dodatkowo osłabiają skórę głowy.

Ponadto to cudo pryskamy na skórę głowy 12 razy jednorazowo, robiąc przedziałki co kawałek i masując intensywnie. Sprawia to, że spray znika z buteleczki błyskawicznie., a i tak ma się wrażenie, że na głowie jest go mało. Rezultaty powinny być widoczne po 6 tygodniach. Efekty są - pusta butelka, sztywne włosy na głowie i w całym mieszkaniu, wszechobecny aromat jak z zakładów chemicznych. 

Zdecydowanie nie polecam. Wydatek ok 130 zł. Seria Kerium to jeszcze szampon przeciw wypadaniu włosów, a także preparaty przeciwłupieżowe i do skóry łojotokowej. Nie planuję stosować żadnego z nich. Ten płyn skutecznie mnie zniechęcił. Być może nie jest to preparat na wypadanie włosów spowodowane zmianami hormonalnymi i niedoborem składników mineralnych w organizmie karmiącej mamy... Planuję pić tran* i odwar ze skrzypu**, a do tego podetnę włosy, żeby łatwiej się je pielęgnowało.


* dowiedziałam się ostatnio, że słowo TRAN zastrzeżone jest dla preparatów z olejem z wątroby dorsza, a olej z wątroby rekina jest zupełnie oddzielnym preparatem... może dlatego nigdzie nie znalazłam tranu z wątroby rekina... ;) 
** z tym piciem odwaru ze skrzypu to ostrożnie... bo zbyt intensywna kuracja wzmaga porost włosów na całym ciele (co wydaje się w miarę logiczne), a do tego delikatnie barwi włosy na szaro zielono u nasady... kiedyś przesadziłam - piłam skrzyp, łykałam skrzyp i jeszcze płukałam włosy w skrzypie. 

niedziela, 23 marca 2014

"MAMA WIE!" warsztaty w Żyrardowie

Udało się - dotarłam w sobotę na warsztaty "Mama wie!" do Żyrardowa. Odciągnęłam 100 ml mleka, przed wyjściem przygotowałam mus gruszkowy i sok z jabłek, wodę, wyciągnęłam na stół herbatki, mleko modyfikowane, napisałam mnóstwo karteczek, instrukcji, zostawiłam listę telefonów, nakarmiłam Maleństwo i... wyszłam. I już zatęskniłam. Na szczęście autobus i potem pociąg do Żyrardowa zgrały się idealnie, podróż minęła błyskawicznie. Nie było mnie 7 godzin. Wymieniliśmy z mężem tylko kilka SMSów i rozkleiłam się dopiero w drodze powrotnej gdy dostałam MMSa z zadowoloną minką Maleństwa. Dziecko podczas mojej nieobecności spało 4 godziny! :)

Cieszę się, że wyrwałam się z domu i uważam czas spędzony na warsztatach za owocny. Trzygodzinny program obejmował cztery pogawędki, z czego dwie ciekawe i dwie zachwalające produkty Enfamila i Tommy Tippy. O tych ostatnich nie będę się nawet wypowiadać... Za to warsztaty z Panem Pawłem Zawitkowskim - super! Ten facet naprawdę wie co robi i z pasją o tym opowiada. Mnóstwo pomysłów. W przerwie wysłuchał chyba każdego. Ja też dostałam rady jak prawidłowo nosić maleństwo ciekawe świata. Dostałam płytę z filmikami. Niektóre z nich są dostępne w internecie. Zajrzyjcie na stronkę www.mamotatocotynato.pl :) Warto też śledzić na Facebooku informacje o spotkaniach i warsztatach na których pojawi się Pan Paweł. 
Rozgadała się Pani pielęgniarka. Dzielnie zniosłam ten wstęp o pielęgnacji dziecka po porodzie i z uwagą wsłuchałam się w sprawy ząbkowania ;) Z całego wykładu zapamiętałam, żeby nie godzić się na kapanie dziecka w pierwszych dobach życia w szpitalu - maź płodowa super chroni taką delikatną skórę. Położne powinny nie tylko jej nie zmywać, ale nawet rozsmarować. Druga ważna sprawa, to kwestia niewykształconych kanalików łzowych - podczas pierwszych kąpieli trzeba uważać żeby woda nie dostała się do oczu, bo bardzo je podrażni, a maluch nie wypłacze tego co mu naleci do oczu. Nie trzeba za to wyjątkowo uważać na uszy. No i dowiedziałam się conieco o kalendarzu ząbkowania, objawach, sposobach łagodzenia bólu i opuchniętych dziąseł. Zrozumiałam podczas wykładu, że w naszych torbach z gadżetami od sponsorów znajdziemy próbki m.in. żelu na dziąsełka, ale niczego takiego w nich nie znalazłam... a szkoda :( Pani rozbawiła mnie za to wymyślając urocze określenia dla spraw przyziemnych. Zwykłą kupę nazwała "przykrą wydzielinką która nam się przytrafia" ;) 

Owe gadżety - próbki, mini produkty, ulotki, katalogi, reklamy, wizytówki - czekały już na każdego uczestnika na krześle, zapakowane w torbę z logo warsztatów. Do tej pory spotkałam się z tym, że na końcu spotkania organizatorzy wręczali paczuszki najbardziej wytrwałym. Pomyślałam, że to super sprawa, bo nie trzeba czekać do końca pogadanek żeby otrzymać taki upominek. Ale jak zajrzałam do torby to wiedziałam dlaczego... Nie było w niej ani smoczka, ani butelki, łyżeczki, słoiczka, zabawki, ani niczego równie ciekawego... Ale zachłanne mamy i tak zaczęły oglądać zawartość toreb z sąsiednich krzesełek i nagle niektóre z nich jakieś takie puste się zrobiły... Szok. A najlepsze jest to, że na zapleczu zostało tyle toreb, że organizatorki na koniec pozwoliły mamom zabrać dodatkowe upominki i podzielić się nimi ze znajomymi mamami.
 
No i w ten sposób mam o kilka drobiazgów więcej. Chętnie oddam takie zestawy dwóm mamom. Dajcie znać w komentarzu poniżej jeśli chcecie przetestować i poczytać conieco :) Pamiętajcie o adresie mailowym. 
Do myślenia dała mi ulotka oferująca usługi doradcy macierzyńskiego. Wiedziałyście że są ludzie, którzy godzinę swojego czasu dla spanikowanej ciężarnej albo załamanej świeżo upieczonej mamy wyceniają na 75 zł!? Złagodzą kolki Waszego dziecka, a nawet je uśpią! Hmm... jak wyrobią się w godzinę, nie wezmą nic za dojazd i dadzą gwarancję sukcesu na piśmie, to ja się zastanowię ;) 


Gdybym miała oceniać warsztaty, dałbym im 4 z plusem. Niewielu sponsorów, niewielu specjalistów, brak czasu na dyskusje czy dodatkowe pytania, brak miejsca dla maluchów (jedynie przewijak w toalecie, ale miejsca na karmienie czy zabawę zabrakło, a nigdzie nie było mowy o tym, by zostawić pociechy w domu). No i wielki minus za brak możliwości napicia się kawy ;) 
Ale i tak warto! Jeśli będziecie mieli możliwość uczestniczyć - polecam! 


środa, 19 marca 2014

CLINIC WAY krem na dzień i na noc Dr Irena Eris

Zaszalałam i za namową przyjaciółki kosmetyczki nabyłam zestaw kremów Dr Ireny Eris :) Nowa seria Clinic Way krem na dzień i na noc. W zależności od stopnia starzenia się skóry Pani Irena oferuje nam 4 linie pielęgnacyjne odpowiadające 4 typom zmarszczek, które uaktywniają się w różnym wieku 30+, 40+, 50+ i 60+. Załapałam się na serię z nr 1, chociaż i tak z lekka na wyrost ;) Czego to nie zawierają te fantastyczne kremy! Opatentowaną formułę FGF1 LMS™ z technologią LIPO-SPHERE™ !!! Mają odwrócić negatywne procesy zachodzące w komórce i przedłużyć aktywne życie niejakich fibroblastów! A po naszemu - odmładzają i hamują procesy starzenia się skóry. 

Cudne słoiczki królują w mojej łazience zaledwie kilka tygodni, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że są w porządku. Nie podrażniają mojej suchej i atopowej skóry. Ładnie pachną, bardzo szybko się wchłaniają, mają delikatną konsystencję, przyjemnie się je rozprowadza na skórze twarzy, szyi i dekoltu. Po kilku dniach stosowania moja skóra jest rzeczywiście bardziej nawilżona, jakaś taka delikatniejsza, odżywiona nawet... Pani Irena wie doskonale, że na mojej twarzy pojawiły się drobne zmarszczki ekspresyjne w formie delikatnych linii na powierzchni skóry w okolicach oczu, ust i na czole.

Czy te rewolucyjne kremy je zredukowały? Hmmm... powiedzmy że bardzo delikatnie wygładziły. Ale mam zamiar stosować je dalej. Przynajmniej do końca 50 ml opakowań. Gdyby ich skuteczność powalała tak jak cena (70 zł za słoiczek) napisałabym, że kupię kolejne. Akurat udało mi się je kupić za ok 50 zł, więc za taką ceną są bardzo w porządku. Przed zakupem koniecznie wybierzcie się do salonu Pani Ireny albo do dobrej perfumerii i poproście o próbki, albo przetestujcie na miejscu. 

Podsumowując - bardzo dobry krem pielęgnacyjny i na razie jako taki szczerze polecam. Jako reduktor zmarszczek i wygładzacz już mniej. Kusi mnie jeszcze zakup kremu pod oczy z tej samej serii... A najbardziej polecam wszystkim panom, jako prezent dla ukochanej kobiety :) Oczywiście z odpowiednim doborem słów przy obdarowywaniu. I zamiast "masz kobieto zrób coś z twarzą..." polecam wysilić się chociażby "kochanie, pomyślałem że należy ci się odrobina luksusu" :)

wtorek, 18 marca 2014

PEELING NA SPIERZCHNIĘTE USTA

Kolejna rewelacja, która ratowała moje usta w sezonie jesiennym i zimowym. Teraz stosuję ten peeling raz na jakiś czas, żeby usta były miękkie i gładkie. Wystarczy odrobina cukru gruboziarnistego (czyli klasyczny kryształ) i niewiele więcej miodu. Zmieszane razem w najmniejszym naczyniu jakie mam to nie więcej niż mała łyżeczka. Palcem nakładam na usta i delikatnie masuję. Podobno można do tego używać szczoteczki do zębów... wolę swój palec :) Potem zostawiam papkę na kilka minut, starając się jej nie oblizywać. Zmywam peeling i nakładam na usta balsam albo masło shea. Dopiero potem na ustach ląduje błyszczyk albo szminka. Prawda że proste? A do tego szybkie i skuteczne :)