Jeszcze nie udało nam się dotrzeć do pediatry. Zapisałam nas na najbliższy czwartek. Lista pytań i wątpliwości coraz dłuższa. Dieta Hani powoli rozszerza się sama. Kilka łyżek jabłka to za mało. Ale jabłko i tak się przejadło. Gruszka, to dopiero szaleństwo! Pałaszuje ile wlezie i płacze jak miseczka pusta. Na początku ścierałam owoce, ale miały chyba za duże kawałki i niechętnie je przełykała. Zajrzałam do mojej magicznej książki "Zdrowe gotowanie dla niemowląt i maluchów" i znalazłam tam prosty przepis na pure z owoców. Zrobiłam takiego pure trochę więcej, poporcjowałam w pojemnikach na kostki lody i teraz mam dwa woreczki w zamrażalniku - gruszki i jabłka. Wyciągam tyle ile potrzeba, rozmrażam i dodaję troszkę swojego mleka. Wygodne i pomysłowe. Zrobię też "domowe słoiczki" z obiadkami, ale czytałam gdzieś, że słoiczki po tych kupnych obiadkach nie nadają się, bo nie chcą się porządnie zakręcić. No to zbieram słoiczki po koncentratach pomidorowych, musztardach i innych takich. Chciałam Małej dać jeszcze bataty, ale wstrzymam się i zobaczymy co pediatra powie.
Hania z upodobaniem obraca się z pleców na brzuszek, ale prawie zawsze tylko przez lewe ramię. bardzo lubi leżeć na brzuszku i spać na brzuszku, więc nie ma motywacji żeby nauczyć się odwracać z brzucha na plecy... Hmmm... staram się jeszcze tym nie martwić, tylko bawić z nią i motywować do obrotów.
Podobnie z machaniem rączką - nauczyło się dziecko machać prawą ręką, uderzając wszystko wokół opuszkami paluszków. Z początku to było śmieszne i uznałam to za machanie i uderzanie w celach poznawczych, ale teraz potrafi złapać zabawkę czy pieluchę i machać nią zawzięcie np. podczas jedzenia. Cóż... nauczyła się, to macha. Znudzi się to przestanie ;) Mam nadzieję...
A ze złości drapie się po karku i ciągnie za uszy. Którejś nocy tak się wściekała i tak drapała, że rano wyglądała jak by wpadła w drut kolczasty. Na szczęście jej skóra bardzo szybko się regeneruje. Obcięłam jej paznokcie i gdy się denerwuje łapię ją za rączkę i głaszczę.
Muszę podpytać lekarza, czy warto się od tak wybrać z dzieckiem na kontrolę do neurologa i jakiegoś fizjoterapeuty.
No i ostatnia nurtująca mnie sprawa. Mleko które odciągnęłam dzień wcześniej, następnego dnia okazało się być okropne w smaku! Nie wierzyłam mężowi który spróbował resztki mleka które Mała zostawiła i sprawdziłam sama. Paskudztwo! Z początku jakby smak mleka kokosowego, taki maślany, mdły, a potem wręcz mydlany, okropieństwo. Musiałam popić herbatą. Ale Mała wypiła w sobotę prawie 100 ml i nic jej nie dolega... Wyparzyłam butelki do których ściągałam mleko. Ściągałam po trochu w kilkugodzinnych odstępach. Ręcznie. Trzymałam mleko na środkowej półce lodówki. A po wyjęciu z lodówki mleko było ogrzane delikatnie w kąpieli wodnej do temperatury pokojowej. Hmmm...




