poniedziałek, 30 grudnia 2013

Jedenasty tydzień w roli matki

Hurrra! Już po Świętach :) Lodówka pusta, zniknęły nóżki w galarecie, można ugotować krem z cukinii, zwinąć ze stołu biały poplamiony obrus i cieszyć oczy porysowanym drewnianym blatem, a głos Suzanne Vega zastąpił odę do Rudolfa... Nie trzeba przyjmować gości i jeździć z wizytami. Prezenty rozdane i przyjęte z szerokim uśmiechem wdzięczności. Są tacy, którzy uważają że jestem dziwna (są nawet tacy, którzy wysyłają mnie do psychologa), ale ja nie lubię udawać i mam prawo żyć po swojemu. Nie policzę nawet ile razy słyszałam słowa "powinnaś...", "musisz...", "tak trzeba...", "tak się nie robi...". Jestem pewna, że kiedyś ktoś zaczaruje dla mnie Święta :) A na razie spędzamy leniwe, cudowne popołudnie tylko we dwie :) Moja mała córeczka obudziła się z błogiej drzemki z pięknym uśmiechem.

sobota, 28 grudnia 2013

Pierwszy Sylwester z dzieckiem

Zbliża się Sylwester, a Wy wiecie, że tym razem nie wybierzecie się na szaloną zabawę do białego rana? Cóż… faktycznie byłoby to trudne z dużym brzuchem, albo ciągle domagającym się karmienia maluchem. Oczywiście nie oznacza to, że nie możecie się dobrze bawić tego wieczoru! A oto kilka propozycji na spędzenie spokojnego Sylwestra. Może oklepanych, ale zawsze wartych przypomnienia:
  1. Wieczór kina domowego – to zawsze jest dobry pomysł! Pomyślcie jakie filmy chcecie obejrzeć i zorganizujcie je sobie wcześniej. Teraz można zaopatrzyć się w nowości, które ledwo co schodzą z ekranów kin. Sylwestrowy wieczór to idealny pomysł, żeby nadrobić zaległości, a jak wiadomo przed telewizorem/laptopem można i karmić i przewijać i usypiać malucha.
  2. Domowa mini-potańcówa z innymi rodzicami – może wśród Waszych znajomych jest jeszcze jakaś para, która również w tym roku zostanie z maluchem w domu? Spędźcie tego Sylwestra razem! Niech dzieci śpią w drugim pokoju, kiedy Wy będziecie mogli spokojnie pogadać, powymieniać się doświadczeniami i powspierać.
  3. Krótki wypad w gości razem z dzieckiem – nikt nie powiedział, że nie możecie wybrać się na zabawę sylwestrową do kogoś, kto organizuje w miarę spokojne spotkanie u siebie w domu. Jeżeli tylko będą warunki, żeby dziecko mogło spokojnie spać, to czemu nie? Można przecież pojechać o 22 i pożegnać się zaraz po północy.
Jeżeli zdecydujecie się spędzić tego Sylwestra w domu, we własnym gronie, zawsze możecie zadbać o uroczystą atmosferę wieczoru. Przygotujcie ulubione przekąski, zaopatrzcie się w szampana (zawsze może być bezalkoholowy) i ubierzcie się imprezowo. Nawet drobny akcent potrafi zmienić klimat wieczoru. Dziecku również można założyć coś odlotowego. To przecież drobiazg, a od razu poczujecie się bardziej wyjątkowo, a już na pewno bardziej sylwestrowo.


A jak Wy planujecie spędzić tego Sylwestra?

czwartek, 26 grudnia 2013

Dziesiąty tydzień w roli matki

Jak tylko skończę karmić zatrudnię się w agencji detektywistycznej. Poruszam się bezszelestnie, robię zdjęcia z ukrycia, no i codziennie rozwiązuję jakieś zagadki, analizuję i szukam przyczyn... Od kilku dni moje dziecko histeryzuje przy piersi. Nie przy każdym karmieniu, co jest zastanawiające, ale w większości przypadków. Budzi się wyspana i zadowolona po kilku godzinach snu, zaczyna stroić miny i popłakiwać, więc jeszcze całkiem spokojną przystawiam do piersi. Łapie, ssie kilka, kilkanaście sekund i odchyla głowę z krzykiem. Łapie znów i znów ssie, przełyka i mocniej odchyla głowę, pręży się i krzyczy. I tak dalej... 

Zadbałam o nastrojową atmosferę karmienia, cisza, przygaszone, delikatne światło, potem próbowałam z muzyką w tle i rozmowami domowników, z głaskaniem po główce, po rączce, po nóżkach, brzuszku... bez głaskania też próbowałam, obstawiałam, że może rozpraszają Ją rzeczy które widzi dookoła, ale zwykle się nie rozgląda tylko przymyka oczy i skupia na ssaniu.
Starałam się dobrze ułożyć Małą na poduszce do karmienia (na której karmię Ją od urodzenia - jest czysta, miękka, nie pachnie żadnym drażniącym proszkiem), pilnowałam żeby leżała wygodnie brzuszkiem do mojego brzucha, karmiłam też spod pachy i w pozycji leżącej, patrzyłam czy główka jest dobrze odchylona i czy Mała swobodnie przełyka (przełyka!), czy nie przyciska sobie rączki, czy ja nie przyciskam Jej brzuszka, czy Jej ciepło w nogi, czy jej nie za gorąco (w sypialni mamy stałą temperaturę 21-22 stopnie, nawilżenie około 50%). Wyczyściłam Małej nosek, bo myślałam że może ciężko Jej oddychać. Sprawdziłam czy w buzi nie ma żadnej afty, pleśniawek, czy za uchem na którym leży nie ma jakiejś krosty, czy gdzieś nie zagięło się ubranko, nie gniotą jakieś szwy, guziki, czy pielucha (oczywiście sucha) jest dobrze i nie za ciasno założona. Myłam ręce samą wodą, żeby nie pachniały mydłem (zwykłe szare i tak nie pachnie), nie wspomnę już nawet o używaniu perfum czy żelu pod prysznic, a w kuchni używam rękawiczek do krojenia i zmywania (rękawiczki nie pachną i nie są niczym zsypane w środku).
Przemywałam piersi ciepłą, przegotowaną wodą, dobrze wyparzałam kapturki, wycierałam do sucha bawełnianą ściereczką (przeznaczoną tylko do tego, wygotowaną, nie zostawiającą włókien), dobrze je przytwierdzałam do brodawki, sprawdzałam czy mleczko leci (oj leci...). Teoria że nie jest głodna nie przekonuje mnie - po czterech godzinach snu nie jest głodna więc nie je, potem marudzi godzinę, idzie spać i po kolejnej drzemce znów nie jest głodna? Pomysł z tym że bardzie podoba Jej się ssanie z butelki (którą dostaje raz dziennie na dobry sen) i dlatego odrzuca pierś też do mnie nie przemawia, bo przecież są karmienia, kiedy potrafi całkiem ładnie jeść z piersi (np. w nocy i nad ranem). 
Skok rozwojowy? Gorsze dni? A może zwykła histeria?

środa, 25 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Drogie Mamy, 

Wszystkim Wam życzymy, aby te Święta były dla Was niezwykłe. Pełne ciepła, rodzinnej atmosfery i radości z Waszych pociech. Niech się spełniają wszystkie Wasze marzenia, a ten czas będzie okazją do odpoczynku i oddechem od codzienności. Ściskamy Was cieplutko!

Justyna i Patrycja

czwartek, 19 grudnia 2013

Wigilijna kutia

Miałyście kiedyś tak, że bardzo chciałyście coś zrobić, ale rezygnowałyście z obawy, że nic z tego nie będzie? Ja tak miałam z kutią, którą uwielbiam! Zawsze chciałam zrobić, ale słuchając opowieści mojej babci o wielogodzinnym gotowaniu pszenicy i mieleniu maku kilka razy, stwierdzałam, że sobie nie poradzę. No, ale zawsze przychodzi ten dzień, kiedy poza stwierdzaniem trzeba się przekonać na własnej skórze:) I tak postanowiłam zrobić kutię... Oczywiście wybrałam wersję nowoczesną i prostą. Pszenicę zastąpiłam zwykłą kaszą pęczak, a mak - gotową masą makową. I wiecie co? WYSZŁO FANTASTYCZNIE! Szybko, prosto, bez niespodzianek i niesamowicie pysznie:) Dlatego postanowiłam się z Wami podzielić przepisem, bo może ktoś się skusi na zrobienie wigilijnej kutii:) Bardzo polecam!


Składniki : 
  • 1 szklanka kaszy pęczak
  • 1 szklanka gotowej masy makowej 
  • garść rodzynek
  • garść obranych migdałów (najlepiej w słupkach)
  • inne bakalie

Kaszę gotujemy według przepisu na opakowaniu. Potem studzimy i przekładamy do miski. Dodajemy masę makową i bakalie, po czym wszystko delikatnie mieszamy. Jeżeli ktoś ma ochotę na słodszy deser można dodać łyżkę miodu. Do dekoracji polecam listek mięty.




wtorek, 17 grudnia 2013

Dziewiąty tydzień w roli matki

Obawiałam się przedświątecznej gorączki zakupowej i kulinarnej, ale postawiłam sprawę jasno - my w tym roku nie ruszamy się z domu (zwykle jeździliśmy na trzy lub cztery wigilie). Ktokolwiek zechce nas odwiedzić będzie musiał zadowolić się ciastem i herbatą. Nie wyobrażam sobie smażenia ryb, gotowania pierogów czy barszczu. Mały stół w małej kuchni nie pomieści dwunastu dań i tłumów gości. Oczywiście mało kto pochwala naszą decyzję, ale liczę, że wszyscy będą umieli ją uszanować. To nie tak że nie lubię gości. Bardzo lubię! Lubię też gotować i piec. Ale z dzieckiem na ręku, a nawet z dzieckiem drzemiącym w pokoju obok to nie lada wyzwanie, którego w tym roku się nie podejmę. Ważne że będzie choinka z kolorowymi światełkami, że przyjdzie mikołaj z drobiazgami (internet to jednak wspaniała sprawa...), że posłuchamy świątecznych piosenek. No i że będziemy razem, we trójkę :) Jak wizyty rodzinki i znajomych rozłożą się na te kilka dni to spokojnie damy radę z każdym spędzić kilka chwil. Bo jak na razie dajemy radę ze wszystkim :) Od kiedy pozwoliliśmy naszej Kruszynce wysypiać się do woli, to Maleństwo ładniej i więcej je, częściej się uśmiecha, gada już coś pod nosem, robi niesamowite miny, marszczy czoło. Śmieje się nie tylko do nas, ale i do każdej nowej twarzy. Jak ma ochotę to poddaje się wszelkim zabiegom pielęgnacyjnym i zabawom w stylu turlanie i machanie kończynami. Uwielbia wyglądać zza maminego ramienia, w pozycji jak do odbijania, rozglądać się z zaciekawieniem. Bez problemu zostaje w domu z tatą, żeby mama mogła czasami wyjść na pilates, spotkanie z przyjaciółmi czy zakupy. Jak uwinę się w dwie, trzy godzinki to wracam na kolejne karmienie, a jak nie, to tata karmi dziecko mieszanką. Na początku miałam straszne wyrzuty sumienia, że zostawiam Małą... ale w końcu kontakt z tatą sam na sam też Jej dobrze robi. W zasadzie to cenne chwile także dla taty :) Oczywiście tata też wybywa na różnego rodzaju spotkania, imprezy i ćwiczenia. Nasz plan dnia też powoli nabiera kształtu. Nie mamy stałych konkretnych godzin na dane czynności, ale codziennie około południa spacerujemy, co drugi dzień wieczorem kąpiemy Małą, przed każdym nocnym snem dostaje dodatkowo poza piersią jeszcze butelkę mieszanki. Rano jest aktywna, chętnie się bawi przy muzyce albo innych dźwiękach (sokowirówki, suszarki, pralki, blendera, miksera). Drzemie sobie na spacerze. A co najważniejsze jej płacz jest płaczem wyrażającym ogólne niezadowolenie, marudzenia czy nawet histerię, ale nie jest to płacz z bólu, taki jakie miewała przy dolegliwościach żołądkowych i jelitowych. Ze smakiem zajada moje mleko, mieszankę, probiotyk rozpuszczony w wodzie - smoczki, łyżeczki, strzykawki - w każdej formie. Ze smakiem wypiła nawet łyżeczkę soku z jabłek, którym próbujemy za radą pani doktor uregulować wypróżnianie. Niesamowite z Niej dziecko! Naprawdę możemy być dumni :)

niedziela, 15 grudnia 2013

WYNIKI KONKURSU z Gellwe i Fitella

Drogie KOBITKI, MAMY, BLOGERKI, uczestniczki konkursu z Gellwe i Fitella!

 

Nasz kulinarny konkurs dobiegł końca i mamy zaszczyt ogłosić wyniki. Bezapelacyjnie zwyciężczynią została : dominika mankowska. Świąteczny poncz to rewelacyjny pomysł! W końcu dobrze będzie popić te wszystkie słodkości :) Drugą nagrodę otrzyma : Agnieszka Płończyk. Nie ma Świąt bez pierniczków! Do pochrupania przy wigilijnym stole, do przystrojenia choinki, a także jako słodki dodatek do gwiazdkowego prezentu dla najbliższych. I wreszcie trzecią zwyciężczynią jest : Ilona Kotlewska. Kto by wpadł na to, że apetyczne muffinki mogą zagościć na naszych świątecznych stołach. Coś oryginalnego i prostego! 
Prosimy o podanie adresu pod który powędrują paczuszki z nagrodami od Gellwe i Fitella. 

Wszystkim pozostałym uczestniczkom serdecznie dziękujemy za udział w zabawie i kulinarne pomysły nie tylko na nadchodzące Święta :) 

Patrycja i Justyna