To dziś! Niby żadne święto, ale jednak porozmyślać sobie można. O książkach oczywiście. Nie wiem, czy Wy również macie ciekawe wspomnienia z dzieciństwa dotyczące książek. Ja niestety mam tak, że bardzo niewiele pamiętam z czasów bycia berbeciem i dopiero w okolicach początków podstawówki moje wspomnienia się rozjaśniają. Pamiętam więc Opowieści z Narnii, szczególnie ten moment jak Łucja przechodziła przez starą szafę. Hobbita pamiętam, którego mama czytała nam przed snem udając Golluma i jego glum glum najzabawniej na świecie. Gdzieś w głowie kołacze mi wielka księga o przygodach leśnych zwierzątek, w której były też wróżki i krasnoludki. Tata nam ją kupił, a ponieważ nie dostawaliśmy od niego innych książek, to ta wydawała nam się wyjątkowa. Szczególnie, gdy ją z nami czytał. Gdy już trochę podrosłam wpadłam w świat Ani z Zielonego Wzgórza, bohaterów Niziurskiego i Tajemniczej Wyspy Verne'a. A potem jeszcze wielu wielu innych...
To były cudowne czasy - mojego dzieciństwa z książkami. Bo książki są niezwykłe! Pozwalają wpaść w świat, w którym króluje wyobraźnia, w którym wszystko jest możliwe. I czynią nas szczęśliwymi. Dlatego tak bardzo się cieszę, że rodzice postarali się, aby zawsze otaczały mnie książki. Bo wspomnienia tych nocy spędzonych z latarką pod kołdrą, gdy nie mogłam się oderwać od kolejnych stron, są dla mnie najcenniejsze.
Czy Wy również macie takie szczególne książki, które moglibyście nazwać książkami Waszego dzieciństwa?





