Dziecko - trochę ponad cztery kilogramy, gondola podobnie, stelaż wózka siedem kilogramów, do tego siatka z zakupami kilka kilogramów... i tak codziennie na czwarte piętro. Bez windy. Oczywiście na dwa razy, jeśli dziecko nie płacze, bo jak marudzi to stelaż z zakupami stoją sobie na dole i czekają.
Na spacerach też nie jest łatwo. Krawężniki wysokie, w chodnikach dziury, uliczki wąskie. Podjazdów do spożywczych i warzywniaków brak. Drzwi nikt nie przytrzyma. W kolejce nikt nie przepuści, nawet jak dziecko zacznie płakać. Wepchnie się taki babsztyl gdy ja męczę się z drzwiami, jak bym to dla niej te drzwi szeroko otwierała, a potem bezczelnie pyta dlaczego to dziecko tak płacze? No płacze bo lubi. Lubi przegrzewać się w sklepie pełnym krzykliwych bab. Ale warzywa jeść musimy. Przez internet wszystkiego zamówić się nie da. A to co się da, to i tak drogo i nie zawsze dobrej jakości. I ciężko znaleźć pieczywo bez pszenicy, produkty bez laktozy. Ciężko w ogóle ogarnąć jakąś sensowną dietę. O słodyczach już nie wspominając. Moje dzienne pięć minut przyjemności to kawa zbożowa z odrobiną miodu i ciasto z mąki ziemiaczanej i tłuszczu roślinnego... Pożegnałam czekoladę, ciasteczka i batoniki. Pokochałam moje ziemiaczane ciasto. Nie daję rady ze spożywaniem pięciu małych posiłków dziennie. Oczywiście samo ich spożycie nie byłoby problemem, ale ich przygotowanie to dopiero wyzwanie. Garnek zupy można ugotować na zapas, ale sałatki i surówki trzeba robić świeże. Zakładam więc rękawiczki (jedną parę mam do mięs, drugą do warzyw - jedne spinam czerwoną klamerką, drugie zieloną), zaczynam kroić warzywa i słyszę "łeeee....łeeeee...!". Zaczynam zdejmować rękawiczki, kleją się do rąk, zajmuje to chwilkę, biegnę do sypialni, daję dziecku smoczek, przysypia, wracam do kuchni, zakładam rękawiczki, biorę do ręki nóż i słyszę "łeeeee....łeeee!". Zdejmuję rękawiczki.... itd. itd. I w ten oto sposób zdarza się, że pokrojenie sałatki zajmuje mi nawet kilka godzin. Moje nieświadomie egoistyczne dziecko zdąży już w tym czasie zjeść ze dwa posiłki...
Zatrudnię kucharkę i sprzątaczkę na pełen etat. Lekarza dyżurnego. I masażystę.