poniedziałek, 22 lipca 2013

Dwudziesty ósmy tydzień

Szczęśliwie dotarliśmy do siódmego miesiąca! Jest nam dobrze, zdrowo i wesoło. Rodzice są szczęśliwi i spokojni. Mama bardzo dobrze się czuje, jest aktywna i uśmiechnięta. Tata spędza z nami dużo czasu, chodzimy wspólnie na wszystkie zajęcia w szkole rodzenia. Dostaliśmy pocztą paczuszkę z płytą z kołysankami instrumentalnymi dla dzieci. Bardzo przyjemne i spokojne melodie, wyciszają i uspokajają. Ja dotrwałam do końca płyty, ale rodzice... usnęli już przy drugim utworze :) Chciałam żeby się ze mną pobawili, pogłaskali brzuszek, ale widocznie byli bardzo zmęczeni... No to i ja wtuliłam się w łożysko i postanowiłam się zdrzemnąć. Noc nie była wcale taka długa. Teraz mama wstaje wcześniej i krząta się po domu. Ćwiczymy z rana na takiej dużej, dmuchanej piłce, żeby mięśnie mamy lepiej przygotowały się do porodu. Śniadanka też są coraz lepsze. Mama ma więcej czasu na ich przygotowanie, a ja czuję już coraz więcej smaków. Apetyt nam dopisuje, kilogramów przybywa. Ale wszystkie wyniki badań są bardzo dobre. Spadło tylko żelazo, więc mama łyka tabletki (je gorzką czekoladę i szpinak...bleeeee....). A ja bardzo lubię jabłuszka i marchewkę. Tak jak tatuś!
Chodzę z mamą do pracy. Jest trochę nudno i cicho, ale na szczęście nie siedzimy tam długo. Mamusia nie chce jeszcze iść na urlop, dopóki dobrze się czuje. No i jak tak siedzę w tej ciszy i spokoju to ćwiczę. Co ćwiczę? Czkanie i mruganie :) Mam już wyraźnie zarysowane rzęsy, brwi i włoski na głowie. Mamusia często opowiada tacie, że śni o tym, jaka będę, jak będę wyglądała, jak się śmiała i bawiła. Ja też o Was śnię kochani! Ciekawość świata zewnętrznego sprawia, że i moje sny są wyjątkowe... Wspominałam już, że nie mogę się doczekać, aż Was zobaczę? Po urodzeniu co prawda nie będę jeszcze widziała wyraźnie, więc będziecie musieli pochylać się nade mną. Za to bardzo intensywnie będę wyczuwała zapachy. Zapomnijcie więc o drażniących perfumach!

sobota, 20 lipca 2013

UBRANKA Z DRUGIEJ RĘKI

Justyna swoim wpisem pobudziła do dyskusji odnośnie zaopatrywania się w używane ciuszki dla dzieci. Ja ZDECYDOWANIE mówię TAK ubrankom z drugiej ręki! Wczoraj szukałam kilku drobiazgów dla przyjaciółki, której miesiąc temu urodziła się córcia. Mothercare, Smyk, Endo, 5-10-15, H&M i... załamałam się. Asortymentem, cenami i jakością ubranek. Pomyślałam o hipermarkecie - w Auchan jest całkiem spory dział z dziecięcą odzieżą. No i owszem, znalazłam kilka ciuszków w niskich cenach (body za 10 zł, pajace za 17 zł), ale niektóre nawet nie leżały obok bawełny, a inne rozchodziły się na szwach, że nie wspomnę o kolorystyce i nadrukach, które z pewnością nie wytrzymały by jednego prania. Nie byłabym sobą, gdybym nie zakupiła na wyprzedaży jedynego pajacyka w rozmiarze 62, przecenionego z 69 zł na 15 zł. Gdy w domu pokazałam pajacyk mężowi i spytałam ile by za niego dał, powiedział, że nie więcej niż 20 zł. Też był zszokowany pierwotną ceną sprzed przeceny. Mogę więc śmiało powiedzieć, że moje dziecko nie będzie miało wszystkich ciuszków z drugiej ręki :) I moge się założyć, że ten pajacyk będzie najmniej używanym ciuszkiem, zakładanym na specjalne okazje, a i tak po dwóch praniach nie będzie wyglądał lepiej niż reszta ciuszków, tych z drugiej ręki.

Dlaczego ja stawiam na ubranka z second-handów : 

  • w cenie jednego nowego ubranka ze sklepu mogę kupić kilka używanych,
  • dziecko bardzo szybko wyrasta z ubranek, a częste zmiany garderoby są kosztowne,
  • mogę znaleźć naprawdę wyjątkowe i oryginalne ciuszki, markowe i dobre gatunkowo,
  • widzę po używanym ubranku w jakim jest stanie po kilku praniach i mam pewność, że jeszcze kilka prań wytrzyma, bo niektóre nowe ubranka po pierwszym praniu wyglądają dużo gorzej, farbują i rozciągają się, 
  • nie jest mi szkoda, gdy ubranko się ubrudzi czy zniszczy,
  • pobudki ekologiczne, ograniczenie ilości odpadów, kiedy to ubranko może posłużyć więcej niż jednemu dziecku.

Bardzo rzadko zdarza mi się kupować ubrania przez internet. Niestety nie mam zaufania do sprzedających i nie do końca wierzę w zamieszczane przez nich opisy, a nawet najlepszej jakości zdjęcia nie oddają tego, w jakim stanie jest sprzedawany ciuszek. Mieszkam w dużym mieście, gdzie roi się od second-handów, więc wolę udać się do sklepu i wybadać jakość ubranka osobiście. W większych miastach często organizowany jest także tzw. szafing dziecięcy, czyli spotkania, na których można wymieniać się dziecięcymi rzeczami z innymi rodzicami czy odsprzedawać i kupować rzeczy za symboliczną kwotę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każda z nas ma taką możliwość i rozwiązaniem w takim przypadku są zakupy za pośrednictwem internetu. W sieci jest już sporo firm, które prowadzą sklepy z dziecięcą odzieżą używaną. Przy zakupach w takim miejscu, mamy możliwość dokonania zwrotu/wymiany zakupionego towaru bez podania przyczyny w ciągu 10 dni. Nie mamy takiej możliwości, gdy kupujemy coś od prywatnego użytkownika. Pozostaje nam dopytać o ewentualną możliwość zwrotu, o rzeczywisty stan ubranek, poprosić o dodatkowe zdjęcia. Nie dajmy się skusić zbyt niską ceną. Niektóre mamy za wszelką cenę chcą się pozbyć zalegających w szafie podniszczonych ubranek po ich pociechach i naginają prawdę o sprzedawanych ciuszkach. Warto zastanowić się, czy nie mamy czasem jakiejś kumpeli czy kuzynki w większym mieście, może stałej bywalczyni second-handów, która rozejrzałaby się za dziecięcymi ubrankami w wolnej chwili i podesłała kilka. To też jest jakieś rozwiązanie :) 

Dodam jeszcze, że wyszukując ubranka w second-handach trzeba zwrócić uwagę na tkaniny z których są uszyte. Najbardziej przyjazna dziecku jest oczywiście bawełna, która nie podrażnia delikatnej skóry maleństwa. Zwłaszcza mali alergicy i dzieci chore na atopowe zapalenie skóry źle znoszą takie materiały jak wełna, wiskoza, nylon, len czy poliester. Nie zapominajmy także o sznureczkach, ściągaczach, guzikach, cekinach i innych ozdóbkach, które nie tylko są dla dziecka niewygodne, ale mogą zostać przez nie połknięte. 

Ubranka noszone wcześniej przez inne dzieci należy oczywiście dobrze wyprać. Możemy je wyprać oddzielnie, w specjalnych środkach do prania przeznaczonych do ubranek dzieci i niemowląt, które są delikatniejsze od detergentów stosowanych przez dorosłych. Warto więc rozważyć także pranie swoich ubrań w takim proszku dla dzieci, gdyż ma ono kontakt z naszymi rzeczami podczas przytulania czy spania w naszej pościeli. Sprawdźmy na opakowaniu zalecaną ilość proszku i pamiętajmy, aby wypraną odzież dobrze wypłukać. I tu lepiej sprawdzają się płyny do prania. A żeby ubranka nie straciły koloru dobierajmy także odpowiednią temperaturę prania, niższa niż dla białej bawełny. Śpioszki, kaftaniki czy body, które dotykają bezpośrednio skóry malucha pierzemy w 95 stopniach, podobnie jak ręczniki, pościel dziecka oraz pieluszki tetrowe. Pozbywamy się w ten sposób zarazków i roztoczy. 

Nie próbowałam natomiast dodawać do proszku do prania antybakteryjnych olejków eterycznych. Kwestia wrażliwości skóry i tolerancji niektórych zapachów to bardzo indywidualna sprawa. Podobno działanie antybakteryjne ma olejek eukaliptusowy i z drzewa herbacianego, ale nie wiem czy zaryzykowałabym skrapianie nimi całego prania... 

Jak sterylizator działa także wysoka temperatura prasowania - usuwa drobnoustroje, których nie pozbyliśmy się podczas prania. Zaleca się prasowanie wszystkich ubranek noworodka, ale od drugiego miesiąca życia wystarczy prasowanie tylko tych, które dotykają skóry malucha. 

Kupowanie ubranek dla mniejszych i większych szkrabów, to na prawdę sama przyjemność :) Wystarczy odrobina dobrych chęci i trochę wolnego czasu. Jeśli macie taką możliwość - gorąco polecam! Satysfakcja gwarantowana :) A poniżej moje cudeńka upolowane ostatnio : 

 Sukienusia z mięciutkiej bawełny, szaro-różowe paski, serduszkowe guziki, które wydają się całkiem dobrze przyszyte i usytuowane w dość dobrym miejscu. Nieznana mi firma Pumpkin Patch, na 6-12 miesięcy. Cena ok 5 zł.
 Urocza, bawełniana sukieneczka, czyściutka i bialutka, ozdobiona miękkimi koronkami. Niestety zapinana na suwak z tyłu... ale na 18-24 miesiące. Tureckiej firmy Peros. Cena całe 2 zł.
 Komplecik dobrany samodzielnie. Moja ulubiona bluza/kaftanik z mięciutkiej, białej bawełny, kolorowy kapturek w środku, żyrafa wychodząca z kieszonki. Cieplutki i milutki, zapinany z przodu na zastrzaski. Firma Mini Club, na 3-6 miesięcy. Spodenki dresowe, bawełniane, miękkie i przyjemne w dotyku, z luźną gumką, firmy George, na 6-9 miesięcy. Będziemy podwijać nogawki :) Cena kompletu - mniej niż 10 zł.
 Zupełnie nowiutki welurowy kaftanik, jeszcze z metką. Cieplutki i baaardzo przyjemny w dotyku. Zapinany z przodu na zatrzaski, bardzo ładnie wykończony. Na 6-9 miesięcy, firmy Morris Mouse, cena ok 6 zł.
A to rampers (Słowo powstało prawdopodobnie z połączenia dwóch wyrazów: pampers oraz ramka - często na body bez rękawków mówi się potocznie body ramka). Delikatna, miękka bawełna, zapinany z przodu na zatrzaski. Stan idealny, ślicznie wykończony, motyw delikatnych kropeczek i zielone ramówki. Nie sposób było nie kupić - Mothercare, cena 3 zł. Na 3-6 miesięcy.

piątek, 19 lipca 2013

MUFFINKI Z JAGODAMI

Moja mama przywiozła mi z urlopu na łonie natury własnoręcznie uzbierane JAGODY :) Są takie pyszne!!! Część z nich od razu zniknęła, część dotrwała do dnia następnego i łakomczuchy zjadły je z bitą śmietaną, a resztę postanowiłam wykorzystać do muffinków. Przyznam, że to mój debiut. Nawet silikonowe foremki pożyczyłam od przyjaciółki, bo wyczytałam, że same papilotki są zbyt miękkie i ciasto się z ich wylewa. Teraz już wiem, że przy najbliższej okazji muszę się zaopatrzyć w blaszkę do babeczek. Rzeczywiście robi się ja prosto i szybko, a kombinacji smakowych jest ogrom! Z owocami, z bakaliami, czekoladowe, cytrynowe, owsiane, marchewkowe, z cukinią, z suszonymi pomidorami... i mnóstwo, mnóstwo innych.

Składniki : 

2 szklanki mąki
1 szklanka cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka cukru waniliowego
1/3 kostki masła
2 jajka
niepełna szklanka mleka
1 szklanka jagód

Przygotowanie :
Masło roztapiamy w rondelku i zostawiamy do ostygnięcia.

W jednej misce mieszamy wszystkie sypkie składniki - mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i sodą oraz cukier puder z cukrem waniliowym. W drugiej, trochę większej misce roztrzepujemy jajka, dodajemy masło i mleko.
Składniki sypkie dodajemy do mokrych i mieszamy. Podobno wystarczy połączyć składniki byle jak, dozwolone wszelkie grudy... ja wymieszałam je od tak, do momentu połączenia się składników. 
Dodajemy umyte i osuszone jagody. Mieszamy delikatnie. 
Ciasto wlewamy do foremek. Ja swoje silikonowe foremki ustawiłam na dużej blaszce do pieczenia.
Miałam tylko 10 foremek, a przepis jest na 12, więc przesadziłam rozlewając całą porcję ciasta i niestety z kilku foremek ciasto się przelało... łatwiej zapewne byłoby wlewać masę do formy wyłożonej papilotkami...
Blachę wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni i pieczemy ok 20 minut.
Sprawdzamy patyczkiem czy ciasto jest już dobre. Pachną, apetycznie wyglądają... nie wytrzymałam - zjadłam jedna jeszcze ciepłą.

Mniam... pycha! Nieźle, jak na pierwszy raz :)

środa, 17 lipca 2013

Używane lepsze niż nowe!

Na szczęście jest to prawda, o której wiedzą niemal wszystkie współczesne mamy: używane ubranka dla dzieci są równie dobre jak nowe, a czasami nawet lepsze! To prawda, że sklepy dla dzieci oferują teraz niesamowity wybór ślicznych ciuszków, ale niestety wszystkie zdajemy sobie sprawę z tego, że cena tych ubranek nie jest mała. Szczególnie, że niektóre z nich dziecko założy zaledwie parę razy, a innych nie założy wcale: bo urośnie, bo urodziło się odrobinę większe i już się nie mieści, bo śliczne koronki i guziczki są niebezpieczne dla niemowlaków, o czym nikt w sklepie nie pomyślał… 



Dlatego warto się zastanowić, czy naprawdę opłaca się wydawać małą fortunę na zupełnie nową wyprawkę dla malucha, czy czasem nie zastanowić się nad zakupem ciuszków w second handach. Jakie są plusy takiego wyboru? Poniżej wypisałyśmy argumenty za:

  1. Dzieci rosną tak szybko, że i tak co chwilę trzeba im kupować nowe ubranka, więc nie ma sensu wydawać na nie dużych pieniędzy.
  2. Dzieci niszczą i brudzą ubranka tak szybko, że i tak co chwila trzeba im kupować nowe, więc (znów) nie ma sensu wydawać na nie dużych pieniędzy.
  3. W second handach można znaleźć mnóstwo ładnych, dobrych gatunkowo i niezniszczonych ciuszków za dużo mniejsze pieniądze.
  4. Używane ubranka są niepowtarzalne, można wyszperać coś oryginalnego, czego nie będą miały inne dzieci.
  5. Kupując używane ubranka chronimy środowisko.
  6. Dzieci, szczególnie niemowlaki, i tak nie zwracają uwagi na to, co mają na sobie:)

Jedynym argumentem przeciwko używanym ubrankom jest to, że nie znamy ich źródła i jeżeli kupujemy przez Internet, może się okazać, że będą bardziej zniszczone niż wynikało to ze zdjęć. To jest ryzyko nad którym trzeba się zastanowić. Warto również poświęcić w ciuchlandzie chwilę i przeczytać metki ubranek. Sprawdzić, czy będzie można bez problemu je wyprać, a może i wygotować, aby nabrały miękkości i świeżości. Wtedy naprawdę będą wyglądały jak nowe. Poproszę Patrycję (która jest specem od używanych ubranek), aby napisałam Wam na co zwracać uwagę, jakie materiały najlepiej wybierać i co zrobić z ciuszkami, aby skutecznie je odświeżyćJ No i żeby obfotografowała swoje ostatnie ubraniowe zdobycze, bo naprawdę jest się czym zachwycać!

Czy Wy też jesteście fankami ciuchlandów? Co myślicie o kupowaniu używanych ubranek dla dzieci?







wtorek, 16 lipca 2013

Liebser Blog Award po raz drugi:)

Dostałyśmy kolejną nominację Liebster Blog Award! Bardzo się cieszymy i dziękujemy:) To wspaniale wiedzieć, że komuś podoba się to, co robimy. 

Poprzednie nominacje umieściłyśmy w jednym poście, ale ponieważ było to już jakiś czas temu i pojawiło się wiele nowych blogów, to postanowiłyśmy stworzyć nowy post. Na początek trochę informacji o samej nagrodzie:

Wyróżnienie Liebster Blog Award jest przekazywane przez nominowanego kolejnym 11 blogerkom lub blogerom jako uznanie za” dobrze wykonaną robotę” Osoba wyróżniona odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę , która blog nominowała do wyróżnienia, a następnie również wyróżnia 11 blogów informując o tym w podziękowaniu za wyróżnienie i jednocześnie zadając swoje 11 pytań do nominowanych. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

My otrzymałyśmy nominację od bloga Dzieciństwo Panny M. A oto nasze odpowiedzi na pytania:

  1. Ulubiony kwiat? Tulipan oczywiście. 
  2. Ulubiona książka z dzieciństwa? Nie pamiętam tytułu, ale taka duża, gruba, o opowieściach z zaczarowanego lasu. Były w niej wróżki i krasnale i śliczne ilustracje! 
  3. Moją pasją jest... pisanie. 
  4. Chcę być... zawsze radosna. 
  5. W wolnym czasie lubię... przeglądać Internet i blogi:)
  6. Na bezludną wyspę zabrałabym... dobrą książkę! No i coś na komary;p 
  7. Zasypiam zwykle o... różnych porach
  8. Chciałabym... wyjechać na wakacje! 
  9. Jestem Kobietą i... przede wszystkim Kobietą. 
  10. Moje dziecko jest dla mnie... niespodzianką. 
  11. Życie bez mężczyzny było by... prostsze, ale i dużo bardziej nudne!

Blogi, które my chciałybyśmy wyróżnić:

  1. http://marneliablogs.blogspot.com/
  2. http://swiatwedlugmoichdzieci.blogspot.com/
  3. http://princzipeska.blogspot.com/
  4. http://wikipisz.blogspot.com/
  5. http://marttusia.blogspot.com/
  6. http://raaanyjulek.blogspot.com/
  7. http://olafowyswiat.blogspot.com/
  8. http://odczuciaiuczucia.blogspot.com/
  9. http://sadka85.blogspot.com/
  10. http://multisupermama.blogspot.com/
  11. http://piccolo-bambino.blogspot.com/

I nasze pytania:

  1. Jaki jest Twój ulubiony deser?
  2. Wolisz książkę, czy gazetę?
  3. Na wymarzony urlop wybierzesz się...
  4. Najpiękniejszy dzień w Twoim życiu tu...
  5. Wolisz krótkie spacery, czy długie wycieczki?
  6. Najlepsza zabawka dla dziecka to...
  7. Największa zaleta bycia mamą to...
  8. Moje dziecko uwielbia...
  9. Nigdy w życiu...
  10. Kim będziesz za dwadzieścia lat?
  11. Ciąża jest fantastycznym czasem, bo...

Wyróżnionym gratulujemy i zapraszamy do zabawy!


poniedziałek, 15 lipca 2013

Moja szkoła rodzenia - lekcja druga

Kolejna ciekawa lekcja za nami. Grono uczestników powiększyło się do 10 par. Wszyscy chłonni wiedzy. I nie dziwię się. Sama byłam zaskoczona wieloma informacjami. Spotkanie rozpoczęło się pogadanką specjalistki od laktacji. Pani poinformowała przyszłych rodziców, jak wygląda opieka nad kobietą i dzieckiem podczas porodu i pobytu w szpitalu. Spędzimy tam dwie doby, nauczymy się przystawiać dziecko do piersi, a maleństwu zostaną przeprowadzone wszelkie niezbędne badania (wykluczające mukowiscydozę, fenyloketonurię i wrodzoną niedoczynność tarczycy, podaje się witaminę K domięśniowo i szczepi przeciwko gruźlicy), aby można było zabrać pociechę do domu. Brzmi bardzo optymistycznie... Ale niestety w szpitalu pod obserwacją można zostać trochę dłużej, gdy np. pojawi się żółtaczka fizjologiczna. Wiele niepokojących spraw może się także pojawić dopiero po powrocie do domu (żółtaczka, niebezpieczny spadek wagi, infekcje kikuta pępowiny). Podobno do trzech tygodni po porodzie można spokojnie zwrócić się jeszcze do szpitala i położnych (tylko "nie z każdą głupotą"). Później zostaje już tylko przychodnia i położna środowiskowa, która powinna przyjść do domu po porodzie (i po tym, jak zgłosimy noworodka do przychodni) i zbadać, jak goi się pępek u dziecka, zbadać jego skórę, sprawdzić, czy nie ma odparzeń, jak wygląda ciemiączko noworodka, czy dziecko ma prawidłowe odruchy neurologiczne. Przyznam, że kwestie te zostały omówione dość pobieżnie i wywołały tylko nasz niepokój o to, czy damy radę wszystko zaobserwować i zapobiec. 

Z samym przystawianiem dziecka do piersi poszło lepiej. Pani pokazała jak trzymać dziecko (posługując się lalką i sztuczną piersią), jak "zablokować" rączki malucha, żeby nie wsadzał ich do buzi i nie przeszkadzał podczas karmienia. Każda para wybrała sobie lalkę, mamy ćwiczyły karmienie, a tatusiowie nauczyli się jak trzymać dziecko w kąpieli. Pani zalecała kąpiel codziennie, zwłaszcza jak dziecku się ulewa, albo mleko podczas karmienia wpłynie gdzieś w fałdy szyjki albo pod pachy. Przewijanie też poszło sprawnie. Pani sugerowała mycie pupy pod bieżącą wodą pod kranem, trzymając dziecko pod brzuszkiem, tak, aby głowa swobodnie zwisała (zwisać do przodu główka może, podtrzymujemy ją za każdym razem, gdy podnosimy dziecko z leżenia na pleckach). Kilka cennych rad - nie przegrzewamy dziecka, ubieramy mu jedną warstwę więcej niż my sami, do łóżeczka nie wkładamy żadnej poduszeczki, oczka przemywamy wacikiem i solą fizjologiczną od zewnętrznych kącików do wewnątrz, jak pogoda pozwoli to na pierwszy półgodzinny spacer wychodzimy już w czwartej, piątej dobie... :)

Za to zachwyciła nas pani, która opowiadała o rozwoju psychomotorycznym dziecka. Wielokrotnie podkreślała, jak ważne jest układanie maleństwa na brzuchu już od piątej doby życia, jeśli tylko się odważymy. Sześć razy dziennie po minucie. Dziecko będzie płakać i "dziobać" główką, więc trzeba je będzie podnieść, przytulić i uspokoić. To nie jest łatwe, ale ma olbrzymi wpływ na dalszy rozwój. Do 3-go miesiąca dziecko powinno stabilnie trzymać główkę, do 4-go - przewracać się z boku na bok, a do 6-go z plecków na brzuch. Do 8-go miesiąca podnosi się z leżenia na brzuchu do pozycji klęku podpartego i zaczyna czworakowanie - bardzo ważny etap. 9-ty miesiąc wstawanie i siadanie, 11-sty wstawanie i chodzenie bokiem, np. przy meblach. 14-16 miesięcy chodzenie w konkretnym celu, np. do mamy. Buty zakładamy dziecku najpóźniej jak można, lepsze są skarpetki z podeszwą antypoślizgową. 

Kwestia nosidełka... tzw. fasolka, gdzie maluch leży w pozycji embrionalnej - tylko do 6 tygodnia życia. Zbyt długie trzymanie w chuście w pozycji pionowej powoduje ucisk głowy na kręgosłup. Leżaczkom także mówimy nie - lepiej kłaśc dziecko na podłodze, na macie edukacyjnej, gdzie dziecko aby zobaczyć rodzica będzie podnosiło głowę do góry, będzie próbowało się obracać i zadzierać do góry nóżki. Ciekawostka - najlepsza byłaby mata edukacyjna czarno-biało-czerwona, gdyż maluch najlepiej widzi kontrasty, ale podobno takiej jeszcze nie wymyślili... W łazience możemy położyć dziecko nawet na dywaniku na podłodze, a w kuchni np. na krzesełku do karmienia, które ma funkcję rozkładania na płasko (przyznam, że zerknęłam do internetu w poszukiwaniu takiego krzesełka i niestety jeszcze nie znalazłam...). Dziecko źle znosi intensywne zapachy. Dobrze, gdy mama używa tych samych kosmetyków do mycia, które stosuje u dziecka. Warto wspomnieć o tym dziadkom, którzy wylewają na siebie litry wody po goleniu i nachylaja się nad łóżkiem wnuczka, a wnuczek w krzyk. 

Oprócz tzw. motoryki dużej (dźwiganie główki, unoszenie się itp.), jest jeszcze kwestia rozwoju tzw. motoryki małej. Wspomóc nas w tym może kilka "drobiazgów"... dla 7-8 miesięcznego malucha przydadzą się drewniane puzzle z takimi drobnymi uchwytami - maluch łapie każdy element za ten uchwyt (tzw. chwyt pęsetowy) i przenosi z miejsca na miejsce (ułożenia puzzli we właściwe miejsca możemy spodziewać się dopiero około drugiego roku życia... Można też rozdrobnić chrupki kukurydziane i dziecko będzie każdy z okruszków chwytało w dwa paluszki i wsadzało do buzi. Dopiero około 9-go miesiąca wykształca się tzw. chwyt obcęgowy. Duża, dmuchana piłka przyda nam się już w czasie ciąży, ale 6-8 tygodniowe dziecko możemy już kołysać na takiej piłce. Pierwszym zmysłem dziecka, który rozwija się już w życiu płodowym jest zmysł równowagi (dlatego też, jeżeli u dziecka w brzuchu obserwujemy konkretne pory aktywności, to po porodzie najprawdopodobniej dziecko będzie aktywne dokładnie w tym samym czasie). Przyda nam się także huśtawka. Dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na zamontowanie na suficie w salonie haków, Pani polecała huśtawkę w kształcie obręczy z naciągniętym materiałem, na której noworodek może być bujany już od pierwszych dni (huśtawka zachwycają się podobno także sami rodzice, gdyż spokojnie wytrzyma ciężar dorosłego, tyle że... ja znów nie znalazłam takie huśtawki w internecie). Idealnym prezentem na pierwsze urodziny dziecka jest klasyczna, drewniana huśtawka, montowana w futrynie drzwiowej. Podobno idealnie sprawdza się połączenie bujania z bodźcem pobudzającym inny zmysł, np. słuchanie muzyki (Mozart podobno już nie działa, teraz najlepszy wpływ na dziecko ma blues). Można także podczas bujania pokazywać dziecku obrazki np. zwierząt i wydawać dźwięki jakie wydaje dane stworzonko (pokazujemy obrazek kota i mówimy "miauuu"). Logopedzi będą nam za to wdzięczni :) 

Ostatnią część zajęć stanowił instruktarz dla przyszłych tatusiów, prowadzony przez doświadczonego masażystę. Pan uczył naszych partnerów, jak mają nam ulżyć w bólu pleców, karku, nóg, stóp... Nie tylko podczas ciąży, ale i podczas samego porodu. Nie sposób opisać te ćwiczenia, ale myślę, że wystarczy odrobina wyobraźni i delikatne głaskanie zbolałych okolic kręgosłupa, aby taki "masaż" relaksacyjny pomógł ukochanej ciężarnej :) Mój mąż dzielnie podpatrywał, sprawdzimy czego się nauczył ;) 




niedziela, 14 lipca 2013

Dwudziesty siódmy tydzień

Kolejny tydzień w brzuszku mamy za mną. Jeszcze tylko 3 miesiące i zdecydowanie wychodzę. Świat jest zbyt ciekawy, żeby siedzieć tu i widzieć zaledwie pomarańczową poświatę w piękne, słoneczne dni i bawić się w kółko pępowiną. Przyglądam się już od kilku dni moim nogom. Są takie krótkie i grubiutkie, a pan doktor na ostatnim badaniu USG, oglądając moje nóżki i kość udową, powiedział, że piękne nóżki mam po mamusi... No i teraz nie mogę przestać się zastanawiać, jak wygląda moja mamusia? Wiem już, że jest strasznym nerwusem i o wszystko się martwi. To badanie USG było po to, by udowodnić mamusi, że z moim spadającym tętnem to jakaś pomyłka. Oczywiście miałam rację! Tętno 143 uderzenia. Postanowiłam dać się obejrzeć od czubka głowy po koniuszki paluszków u nóg. To pozowanie było całkiem przyjemne... Mamusia widziała mój mózg, moje ramionka, brzuszek, usteczka, serducho pod wszystkimi możliwymi kątami i... całą resztę. Lekarz potwierdził, że jestem dziewczynką, powiedział że jestem śliczna i mam piękne usteczka. Cóż to za miły komplement! Zarumieniłam się, chciałam schować gdzieś główkę no i przyłapali mnie, jak wtulam się w łożysko. Podejrzeli też jak ssam kciuk, a jak znudziła mi się cała ta zabawa i zaczęłam ziewać, mama z zachwytem krzyknęła "oooo...ziewa kochanie moje... ". Lekarz oszacował, że ważę już prawie kilogram. No ja nie wiem czy na pewno tyle, ale miejsca mam tu już coraz mniej. Rodzice pilnie uczą się w szkole rodzenia, jak przygotować się do porodu i opieki nade mną. Ćwiczą kręgosłup i oddechy, mama już wie, jak przystawiać mnie do piersi, a tatuś jak mnie wykąpać w wanience. A co ze mną? Gdzie lekcje dla mnie? Jak ja mam sobie radzić na świecie? Będę musiała ssać maminą pierś? To tak samo jak kciuk, tylko leci jedzonko? I czemu mam się myć w jakiejś wanience? No i jak mam sobie radzić z moimi panikującymi rodzicami???